

Kulisy Rady Europy
Specjalnie dla "Kuriera" odsłania senator Ryszard Bender
Panie Senatorze, wrócił Pan właśnie z 44 sesji Rady Europy
w Strasburgu. Nasz kraj został przyjęty do Rady w lutym tego roku. Jakie są
zasady działania tego organu i jakie pożytki z przynależności do niego płynę dla
Polski?
- Rada Europy powstała w 1949 roku i jest obecnie jedną z
największych politycznych organizacji na naszym kontynencie. Skupia obecnie 27
krajów, w których obowiązuje tzw. demokracja pluralistyczna. W czasie ostatniej,
majowej sesji dołączyła do nich Bułgaria. Rada Europy działa niezależnie od
Wspólnoty Europejskiej, którą u nas nazywa się w skrócie EWG. Warunkiem
przyjęcia Polski było przeprowadzenie wolnych wyborów parlamentarnych.
Wstąpienie do Rady ma bardzo duże znaczenie, bowiem uchwalane są tam konwencje i
traktaty, które regulują kontakty pomiędzy państwami oraz pomiędzy państwami a
ich obywatelami. Liczba delegatów z poszczególnych krajów jest różna, zależy od
wielkości państw. Największe mają 18 przedstawicieli, najmniejsze tylko 2.
Polska ma 2 delegatów i 12 zastępców.
W jaki sposób zostali oni wybrani i na czym polega rozróżnienie delegat -
zastępca?
- Ogólną zasadą jest, że delegatów wybierają parlamenty
spośród swoich członków. U nas byliśmy desygnowani*przez prezydia Sejmu i
Senatu. W skład polskiej delegacji wchodzi 9 posłów i trzech senatorów, którzy
są delegatami, wśród zastępców jest taki sam układ. Moje ugrupowanie, czyli ZChN,
ma tylko jednego delegata, którym jest poseł Marcin Libicki oraz dwu zastępców,
to znaczy posła Mariana Piłkę i mnie z ramienia Senatu. Dla porównania powiem,
że np. Unia Demokratyczna ma trzech pełnych delegatów i trzech zastępców, KPN
jednego pełnego i jednego zastępcę, podobnie Sojusz Lewicy Demokratycznej. Ten
podział na pełnych delegatów i zastępców wiąże się z obradami plenarnymi. Jeśli
w ich trakcie chce wystąpić zastępca, to wtedy musi wcześniej zgłosić, że robi
to za delegata. Ja np. uczyniłem tak w czasie ostatniej sesji. Podczas obrad
plenarnych był obecny prezydent Albanii Sali Berisha. Zapytałem się go o
sytuację religijną w tym kraju po okresie twardych rządów komunistycznych.
Prezydent odpowiedział, że dzisiaj prawa człowieka w Albanii w zakresie swobód
religijnych są już w pełni przestrzegane i dodał, że prosto z posiedzenia udaje
się właśnie do Rzymu na spotkanie z Janem Pawłem II. Wtedy przewodniczący obrad
dorzucił - to będzie pan mógł panie prezydencie powiedzieć, że pytanie o wolność
religii zadał panu rodak papieża. Zrównanie w prawach członka i zastępcy
następuje w komisjach problemowych, w których toczy się bieżąca praca i
dyskutowane są wszystkie najważniejsze sprawy.
Do jakiej komisji trafił Pan Senator i jakie miejsca zajęli inni Polacy?
- Trafiłem do komisji budżetowej, która jest jedną z
najbardziej elitarnych. Zajmuje się ona sprawami ekonomicznymi krajów
członkowskich, badaniem i układaniem spraw finansowych. Muszę tu wyznać, że
wyznaczono mnie do tej komisji trochę w pośpiechu, nie patrząc na to, że jestem
humanistą i nie mam specjalnych inklinacji gospodarczych. Patrząc z pewnej
perspektywy jestem jednak zadowolony, bowiem praca w komisji znacznie mnie
wzbogaca, uzupełnia wiedzę.
Ostatnia sesja była bardzo ważna i wywołała duże poruszenie,
bo odbyły się wybory nowego przewodniczącego, którym został Miguel Angel
Martinez, socjalista z Hiszpanii. Wybrano też kilkunastu wiceprzewodniczących,
jednym z nich została posłanka Suchocka z Unii Demokratycznej.
Wybierano również nowe władze w poszczególnych komisjach,
również w mojej budżetowej. Odbyło się to w dość ciekawy sposób. Komisją od lat
zawiadywali Francuzi, zaś Anglicy postanowili to zmienić. Początkowo zamierzali
zrobić to w ten sposób, aby wybrać kogoś spoza tych dwóch krajów i zaproponowali
mi, abym kandydował. Odmówiłem, lecz powiedziałem im, że w komisji jest dużo
nowych osób i ja je dla nich pozyskam. Udało mi się i w efekcie Anglik został
nie tylko przewodniczącym całej komisji, ale wybrano także Anglika na jednego z
dwóch zastępców. I oto co się działo dalej. W czasie obiadu podszedł do mnie
jeden z Anglików i powiedział, że oni chcą się zrewanżować i powierzyć mi
kierownictwo bardzo ważnej podkomisji zajmującej się europejskimi sprawami
publicznymi. Zgodziłem się i rzeczywiście wybrano mnie na jej szefa. W ten
sposób Polacy zdobyli pierwsze przyczółki we władzach Rady Europy.
Odnieśliśmy chyba także pewne sukcesy polityczne?
- Zgadza się. Uczestnicy Rady Europy są zgrupowani w pięciu
klubach. Największy jest klub socjalistów, następnym co do liczebności jest klub
europejskich partii ludowych zwany chadeckim, trzeci zrzesza europejskich
demokratów nazywanych konserwatystami, czwarty klub to liberałowie i piąty to
zjednoczona lewica, czyli komuniści. Do klubu socjalistów przyjęto w czasie
ostatniej sesji Włodzimierza Cimoszewicza, Tadeusza Iwińskiego i Aleksandra
Małachowskiego, a jako obserwator zgłosił się Andrzej Wielowieyski. Przeszli oni
41 głosami za, l był przeciw i 5 nieważnych. Członkowie Unii Demokratycznej
podzielili się i poszli część do chadecji, część do liberałów. Ja zostałem
wybrany wiceprezydentem demokratów, Alicja Grześkowiak wiceprzewodniczącą
chadeków, a Krzysztof Kozłowski wiceprzewodniczącym liberałów.
Wybrano też dodatkowo członków Trybunału Praw Człowieka, do
którego mogą kierować swoje sprawy obywatele niezadowoleni z wyroków sądów i
urzędów w swoich krajach. Jednym z nowo wybranych został wiceminister spraw
zagranicznych Jerzy Makarczyk, który jest codziennie związany z Lublinem, bowiem
jego ojciec był kiedyś profesorem KUL.
Dziękując za rozmowę chcę się zapytać, czy w przyszłości
możemy liczyć na kolejną porcję faktów i anegdot z Rady Europy?
- Tak, oczywiście!