
1996
"Wprost" nr 51, 22.12.1996
Krótka historia aborcji: od Hitlera do Bendera
PARAGRAF 218
Dariusz Łukasiewicz
Profesor Ryszard Bender ogłosił
zwolenników liberalizacji ustawy antyaborcyjnej hitlerowcami i ludobójcami. W
podobnym klimacie porusza się bardziej zawzięta część katolickiej prawicy.
Przeor jasnogórski i pauliński generał opowiadają, że nowa regulacja "prowadzi
wprost do permanentnego, swoistego holocaustu nie narodzonych obywateli". Zwykle
rozważny w słowach bp Tadeusz Pieronek, sekretarz generalny Konferencji
Episkopatu Polski, również zmieścił się w tej konwencji: "Wracamy do czasów, w
których zabijanie było rzeczą normalną, bo totalitaryzm posługiwał się takim
systemem eliminacji ludzi". Okazuje się więc, że byliśmy wszyscy przez pół wieku
w straszliwym błędzie.
Z wypowiedzi tych wynika, że
holocaust wydarzył się nie w latach 1939 - 1945 lecz przed 1933 r., kiedy co
roku w Niemczech zabijano od 800 tys. do miliona dzieci poczętych, co zakończyło
się dopiero dzięki dojściu do władzy "nieocenionego" Hitlera. W Polsce w 1988 r.
wykonano 105 tys. zabiegów, a więc wielokrotnie mniej. Jeszcze jedna różnica
polega na tym, że w Niemczech weimarskich prawo zakazywało usuwania ciąży, ale
było nieskuteczne - do 1933 r. rocznie wytaczano zaledwie 4-5 tys. procesów
sądowych z powodu aborcji. W Polsce przed 1993 r. była ona legalna.
Jeżeli teraz porównamy żale na
"cywilizację śmierci", upadek rodziny, etc, z diagnozą sytuacji postawioną przez
nazistów w Niemczech w 1933 r., zauważymy zadziwiające podobieństwo. Hitlerowcy
swoje rządy rozpoczęli od zakazu aborcji, nazywając ją "aktem sabotażu przeciw
przyszłości rasowej Niemiec". Hasłem nazistów buło "przywrócenie rodzinie
należnego jej miejsca". Właściwą dla XX w. tendencję do regulacji urodzeń i
ograniczania liczby dzieci naziści nazwali "miazmatem cywilizacji asfaltu".
Dziewczęta sprawiające panom przyjemność za pieniądze zdefiniowano jako "kobiety
ograniczone umysłowo z ograniczonym poziomem hamulców seksualnych". Do obiegu
weszło stwierdzenie Heinricha Himmlera, szefa SS: "Tylko ten, kto zostawia po
sobie dziecko, może umrzeć w spokoju". Wreszcie główną obietnicą, jaką złożył
Adolf Hitler niemieckim kobietom, była nie emancypacja, którą uważał za przejaw
"degeneracji kulturalnej", a to, że każda dostanie męża. Tak więc prof. Bender
trafnie nawiązuje do tradycji hitlerowskiej, ale w sposób całkiem inny niż mu
się zdaje. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że sięga do spuścizny i
dziedzictwa.
W Rzeszy Niemieckiej od uchwalenia
w 1871 r. pierwszego ogólnoniemieckiego kodeksu karnego obowiązywał zakaz
aborcji regulowany paragrafem 218. Dotyczył on więc również żyjącej pod zaborami
ludności polskiej. Prawo określało przerwanie ciąży jako przestępstwo przeciw
życiu i zabójstwo. Paragraf ten przeniesiono - po wprowadzeniu okoliczności
łagodzących - z pruskiego kodeksu karnego z 1851 r. Do końca XIX stulecia ta
kwestia nie stanowiła zasadniczego problemu. Od tego jednak momentu zaczęła
narastać - obejmująca całą Europę - fala aborcji, którą amerykański historyk
Edward Shorter nazwał "pierwszą rewolucją aborcyjną". Sądzi on, że od 1900 do
1940 r. w Europie liczba aborcji wzrosła przeszło siedmiokrotnie. Fala ta
przybrała gwałtownie w czasie pierwszej wojny światowej. Dalszy jej wzrost
nastąpił w czasie wielkiego kryzysu (1929-1933 r.). W rezultacie zakaz aborcji w
Niemczech stał się martwą literą prawa, nasilała się też dyskusja o potrzebie
złagodzenia nie przystających do realiów kodyfikacji. Już w ustawie z 1871 r.
dopuszczano możliwość usunięcia ciąży ze wskazań medycznych. Decyzją Sądu Rzeszy
z 11.03.1927 r. o prawnej ocenie aborcji ze wskazania lekarskiego zezwolono
nawet na usunięcie ciąży na podstawie opinii psychiatry, który jako dowód
wykonania zabiegu podawał reaktywną depresję. W praktyce do wskazań medycznych
zaliczano często również trudne warunki materialne, tłumacząc, że kolejne
dziecko spłodzone w nędzy stanowi niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia kobiety.
Warto zauważyć, że legalizacja
aborcji była od 1933 r. centralnym punktem programu Komunistycznej Partii
Niemiec. Organizacja kobieca KPD lansowała - dzisiaj powtarzane w różnych
wariantach - hasło "Twoje ciało należy do ciebie". Jednak komuniści traktowali
tę kwestię instrumentalnie jako jeden z przejawów "wyzysku" i pogłębiania nędzy
ludu. Ostrożniejsze było stanowisko SPD, gdzie ustawie przeciwne były przede
wszystkim panie. W kampanię legalizacji aborcji angażowali się w latach
wielkiego kryzysu Bertolt Brecht i Kurt Tucholsky. Zwolennicy liberalizacji
prawa wskazywali, że powszechna podziemna i amatorska aborcja prowadziła do
infekcji i gorączki połogowej. W 1928 r. cierpiało na nią 30 proc. kobiet po
aborcji i sztucznych poronieniach w klinikach. Co roku umierało z tego powodu od
5 do 50 tys. kobiet, gdyż tylko zamożnych było stać na zabieg wykonany nie przez
"wytwórczynię aniołków", lecz kilkakrotnie droższego lekarza.
Zwolennicy doprowadzenia do
respektowania zakazu aborcji powoływali się przede wszystkim na argumenty
demograficzne. W 1900 r. na kobietę przypadało w Niemczech czworo dzieci, w 1923
r. już tylko 2,3, a w 1932 - 1,6. W czasach Republiki Weimarskiej za nielegalnie
przeprowadzoną aborcję praktycznie groził lekarzowi mandat w wysokości 40 marek,
po roku 1933 za takie samo przestępstwo orzekano karę od 6 do 15 lat więzienia.
Zamknięto rzecz jasna, wszystkie kliniki zajmujące się przeprowadzaniem zabiegów
usuwania ciąży. Zakazano też reklamy i wystawiania w witrynach środków
antykoncepcyjnych. Zresztą prezerwatywy i środki chemiczne były drogie, a w 1930
r. 60 proc. Niemców jako jedyną metodę antykoncepcji stosowało stosunek
przerywany (w Polsce współczesnej - 20 proc. obywateli). Do 1902 r. sprzedano
milion egzemplarzy popularnego podręcznika medycyny praktycznej "Bilz", w którym
zamieszczono informacje dotyczące sposobów wywoływania sztucznych poronień (do
roku 1920 - ponad 3 mln). Dopiero w hitlerowskim wydaniu z 1934 r. wyeliminowano
wszelkie aborcyjne ślady instruktaży typu "zrób to sama". Ustawa o ochronie
rodzicielstwa, rodziny i macierzyństwa z 1943 r. orzekała jasno, że aborcja jest
zabójstwem i sprawca ponosi za nią karę więzienia albo więzienia zaostrzonego, a
w wypadku ustalenia, że "uszczuplił siły życiowe narodu niemieckiego", sąd mógł
orzec nawet karę śmierci. Właśnie dlatego, że nazistów interesował jedynie
populacyjny charakter prawa antyaborcyjnego, nie obowiązywało ono obywateli
krajów podbitych, w tym i Polaków. Podmiotem prawa był tu nie płód jako
człowiek, lecz ochrona rasy - i to była zasadnicza różnica między polityką
antyaborcyjną III Rzeszy i współczesnym stanowiskiem Kościoła. Ten zajmuje się
prawami człowieka nie narodzonego, Hitlera interesowała tylko działalność
określana zwięźle przez berlińską ulicę jako Rekrutenmachen.
Kiedy naziści rozpoczęli "batalię o
rozrodczość", nie można przeczyć, że jej efekty były szybko widoczne. W latach
1933-1939 śmiertelność niemowląt spadła w III Rzeszy z 7,7 proc. do 6 proc.
liczba urodzeń wzrosła w latach 1933-1939 prawie dwukrotnie. Odsetek małżeństw
bezdzietnych zmniejszył się z 33 proc. (1932 r.) do 20 proc. (1939 r.). Wszystko
to stało się jednak nie z powodu zakazu aborcji. W Polsce w ostatnich latach
oddaje się do użytku ok. 30 tys. mieszkań rocznie, a w Niemczech sześćdziesiąt
lat temu budowano ich rocznie 300 tys. W 1932 r. około miliona niemieckich
rodzin nic posiadało własnego mieszkania, w Polsce dzisiaj nie ma go 2,3 mln
małżeństw. Młodzi ludzie masowo korzystali z wprowadzonych przez Hitlera tzw.
pożyczek małżeńskich, zasiłków na dzieci i dodatków rodzinnych. Zasiłek
przysługiwał dopiero na czwarte dziecko, dodatki rodzinne - od narodzin
trzeciego dziecka. By otrzymać pożyczkę dla młodych małżeństw, kobieta musiała
się zrzec prawa do pracy, o ile jej mąż zarabiał więcej niż wynosił wyznaczony
limit dochodów. Natomiast za każde urodzone przez nią dziecko umarzano 25 proc.
pożyczki.
12 sierpnia każdego roku wręczano
najbardziej płodnym kobietom honorowe ordery matki - brązowy za urodzenie
pięciorga, srebrny - za siedmioro, złoty - za dziewięcioro dzieci. Kult licznej
rodziny doprowadzony został do absurdu. Dresdner Bank w rocznym bilansie
zamieszczał szczegółowe informacje o liczbie dzieci swoich pracowników, a organ
SS "Das Schwarze Korps" komentował: "Te liczby są alarmujące! Aż połowa żonatych
pracowników banku nie ma dzieci". W 1938 r. zmieniono prawo rozwodowe,
ustalając, że odmowa prokreacji jest wystarczającym powodem do wniesienia pozwu
o rozwód.
Ryszard Bender porównywał
liberalizację ustawy aborcyjnej z sytuacją w państwach totalitarnych: III Rzeszy
i ZSRR. W Związku Radzieckim liberalizację prawa aborcyjnego wprowadzono w 1920
r. W 1928 r. na jedno urodzone dziecko przypadało aż 1,4 aborcji. W Moskwie w
1934 r. na 100 porodów przypadało 271 zarejestrowanych aborcji. W 1936 r., na
skutek kryzysu demograficznego wynikającego również z ogromnej śmiertelności w
ZSRR zakazano aborcji ze wskazań medycznych. W 1937 r. w Moskwie liczba urodzeń
wzrosła z 19,9 do 35,4 na 1000 mieszkańców. Tylko do tego czasu propagowano i
popierano antykoncepcję oraz regulację urodzeń. Równocześnie - poprzez
wprowadzenie wysokich opłat - ograniczono swobodę w przeprowadzaniu rozwodów.
Spadek liczby urodzeń widoczny był jednak przede wszystkim w dużych miastach
rdzennej Rosji, gdzie zaznaczał się ostro kryzys mieszkaniowy i - jak sądzą
demografowie - występowało zjawisko regulacji urodzeń, charakterystyczne dla
społeczeństw industrialnych Europy Zachodniej. W 1926 r. na 1000 mieszkańców w
miastach przypadało 5 rozwodów (na wsi 1,4). Na Uralu wprawdzie aborcja była
słabo znana, ale za to na 100 urodzonych dzieci 36-37 umierało przed ukończeniem
drugiego roku życia. Legalizacja aborcji nastąpiła dopiero po śmierci Stalina -
wraz z odwilżą chruszczowowską - w 1955 r.
Dr Dariusz Łukasiewicz jest pracownikiem naukowym Zakładu Historii Niemiec i
Stosunków Polsko-Niemieckich Polskiej Akademii Nauk.
< powrót do: publikacje