
1994
"Ład" nr 18, 01.05.1994
POD PRĄD
Jerzy Robert Nowak
Czy telewizji nic nie wyleczy?
Kilka dni temu przewodniczący
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Ryszard Bender wystosował do prezesa TVP SA
Wiesława Walendziaka list wyrażający zaniepokojenie sposobem informowania przez
telewizję o Międzynarodowym Kongresie Rodziny, brakiem dostatecznego ukazania
rangi tego wydarzenia w głównych wydaniach obu programów informacyjnych. A
chodziło przecież o tak mocno akcentowaną na Kongresie troskę o maksymalne
ukazanie znaczenia wartości rodzinnych w budowaniu ładu moralnego naszego
społeczeństwa. List Ryszarda Bendera skłania do zasygnalizowania dużo
szerszych i dużo powszechniejszych niepokojów o tempo i zakres zmian w
publicznej telewizji. Reformowana po 1 stycznia 1994 telewizja jak dotąd nie
straciła swego charakteru protektorki czerwono-różowej opcji, której programy są
zmonopolizowane przez udecko-liberalne pseudoautorytety i ludzi ze środowisk
"postkomunistycznych". Trzeba przyznać, że w ostatnich paru miesiącach doszło do
pewnych wyłomów w tym monopolu, nieco częściej zaczęto zapraszać do stadia ludzi
z centroprawicy, wynurzyli się z długotrwałej banicji Jacek Kurski i Piotr
Semka. Dalej jednak tolerowane są, utrzymane na żałosnym poziomie, cykliczne
programy w stylu osławionej Godziny szczerości Turowskiego, powszechnie
nazywanej Godziną Wazeliny.
We wtorek t9 kwietnia program I TVP
uraczył nas półgodzinną składanką opinii o stosunkach polsko-litewskich,
starannie wyselekcjonowaną w ten sposób, aby zabrakło krytyków bierności naszej
polityki wobec Litwy, ciągłego zaprzepaszczania szans bronienia Polaków na
Wileńszczyźnie. Dano więc do programu Czesława Okińczyca, znanego ze skrajnej
ugodowości wobec władz Litwy, przedstawiciela grupy, która zdecydowanie
przegrała w środowiskach polskich na Litwie. Pominięto natomiast autentycznego
przywódcę Polaków na Litwie Ryszarda Maciejkańca, przewodniczącego polskiego
koła poselskiego w parlamencie Litwy i przewodniczącego Związku Polaków na
Litwie. Przyczyna pominięcia aż nadto jasna - Maciejkaniec od dawna krytykuje
błędy polityki Skubiszewskiego wobec Litwy i obecnego ambasadora Jana Widackiego.
Inny przykład - już parę lat temu
pisałem w "Ładzie" o ciągłym pomijaniu przez telewizję polską spraw Węgier i
Czech. Pomijaniu nieprzypadkowym, bo pokazywanie tego, co się dzieje w tamtych
krajach, ukazywałoby, do jakiego stopnia Polska pozostaje maruderem przemian. I
dalej obserwujemy to samo - jest parę tygodni przed wyborami na Węgrzech,
wyborami, które mogą mieć ogromne znaczenie dla sytuacji w Europie Środkowej. W
telewizji ciągle nie widać jednak głębszych programów o Węgrzech - na przykład
serii rozmów z czołowymi węgierskimi politykami i ekonomistami. Widziałem, jak
inaczej podchodzi do spraw polskich telewizja węgierska, tydzień temu miałem
możność szczegółowego zapoznania się z nagrywanym przez tę telewizję
wielostronnym programem o Polsce. (Notabene zespołem węgierskiej telewizji
kierowała niezwykle ciekawa indywidualność - Konrad Sutarski, polski poeta i
konstruktor od dziesięcioleci przebywający na Węgrzech. Nagrodzony przez Węgrów
słynną nagrodą Gabora Betlena został rok temu usunięty z kierownictwa Ośrodka
Kultury i Informacji Polskiej w Budapeszcie przez tamtejszego ambasadora RP
Macieja Koźmińskiego w ramach "oczyszczania" zespołu Ambasady z ludzi opcji
patriotycznej).
Obserwując to, co się dzieje w
telewizji publicznej, wciąż odnosi się wrażenie, że prezes Wiesław Walendziak,
który od początku miał niezwykle ciężką sytuację na tak zabagnionym telewizyjnym
gruncie, jest poddawany zwielokrotnionym naciskom ze strony tych, którzy "chcą
tak zmieniać, aby nic nie zmienić". Tylko tym tłumaczę rzecz naprawdę trudną do
zrozumienia - oglądaną parę tygodni temu w telewizji scenę osobistego karcenia
przez prezesa pani red. Elżbiety Jaworowicz, autorki jak dotąd najlepszego
telewizyjnego programu publicystycznego. Zdumiewa, że aż tak silne są nadal
naciski politycznego lobby liberałów, że prezes Walendziak "wziął na dywanik"
demaskatorkę jednego z nich - posła Ulatowskiego. Kiedyż doczekamy się czasu,
gdy na "dywanik" prezesa brani będą nie ci najlepsi, poszukujący, drapieżni i
nonkonformistyczni, a przeciwnie - lizusowaci nieudacznicy typu p. Turowskiego z
Godziny szczerości.
< powrót do: publikacje