
1994
"Gazeta Polska" nr 167-168, 17-30.04.1994
dr Bohdan Urbankowski - świadek obrony w procesie Urban
contra Bender, demaskuje redaktora "NIE". Proces o skrzydła Urbana
- Dlaczego rozprawa odbywa się w
Lublinie? Czy to prawda, że chodziło o ochronę Urbana przed młodzieżą? Podobno w
Warszawie studenci nie dopuścili do "występów" Urbana obrzucając go zgniłymi
jajami?
Nie wiem, czy obrzucili, z tego co
słyszałem, to znany z odwagi Jerzy Urban w ogóle nie wysiadł z samochodu. To, że
Urban nic przyjechał na rozprawę, mogło być spowodowane tchórzostwem, również i
tu na niego czekali studenci z jajami. Ale fakt, że proces odbywa się w Lublinie
wynika z tego, że rozprawa zmienia się w proces przeciwko Urbanowi, nawet
wezwany jako jego świadek p. Szurmiej przyznał, że stan wojenny był
wprowadzeniem totalitaryzmu, zrównał totalitaryzm stalinowski z hitlerowskim i
nazwał Urbana apologetą czy heroldem tego pierwszego. Ja, oczywiście streszczam
jego wypowiedź, p. Szurmiej mówił dość oględnie, krytykował głównie hitleryzm
ale jego słowa obracały się przeciw Urbanowi. Zostały też ujawnione haniebne
teksty, zamieszczane, a nawet pisane przez Urbana, szkalujące polski ruch
niepodległościowy. Między innymi artykuł "Mordercy i szpiedzy ukarani", który
Urban drukował pod swoimi inicjałami w organie tej stalinówki Rybczyńskiej, w
"Nowej Wsi" - w numerze 43 z 1951 roku. Ohydny tekst. Urban wychwala organa
bezpieczeństwa za zlikwidowanie bandy morderców - chodzi mu o Inspektorat
Zamojski WiN, chwali sąd za wydanie wyroków śmierci na "zawodowych morderców
Pilawskiego i Biziora" opluwa ojców Bernardynów z Radecznicy, którzy "bandytom"
udzielali w klasztorze schronienia. Dlatego słusznie, jego zdaniem, oprócz tych
"zawodowych morderców", Pilawskiego i Skowery, zasiedli na lawie oskarżonych
księża i zakonnicy - Szepelak, Płonka, Ryba i Golba. Już w tym tekście są
wszystkie późniejsze obsesje Urbana, nie tylko bierze stronę katów przeciw
ofiarom, ale jeszcze poniża ofiary, atakuje Kościół o "zdradziecką politykę
Watykanu, związanego z międzynarodowym imperializmem". W antypatriotycznej i
antykościelnej histerii Urbana jest więc metoda, jest konsekwencja - ale nie
stalinizm Urbana był przedmiotem rozprawy.
- A co jest przedmiotem,
formalnie?
Formalnie to ta rozprawa jest
trochę bezprzedmiotowa. Wyobraźcie sobie, że jakiś Kargul oskarża jakiegoś
Pawlaka, że oskubał jego rogaciznę czy nierogaciznę ze skrzydeł. Pierwsze, co
powinien zrobić sąd, to ustalić, czy takie coś ma skrzydła. Tu jest wypadek
podobny: Urban oskarża Bendera o naruszenie jego czci przez porównanie go z
Goebbelsem. Urban musiałby udowodnić najpierw, że cieszył się czcią, a potem
zawracać głowę sądom. Zeznania wielu świadków potwierdzają, że był to jeden z
najbardziej znienawidzonych i pogardzanych propagandzistów stanu wojennego. Ktoś
może powiedzieć, że poczucie własnej wartości, czci, to rzecz subiektywna, że
chodzi przecież o coś niematerialnego. Ale o to właśnie Urban nie powinien się
upominać, bo deklaruje się jako skrajny materialista, podkreśla, że nie wierzy w
Boga i inne zmyślone, jego zdaniem, wartości religijne. Nawet z punktu widzenia
samego Urbana, coś tak niematerialnego jak cześć samego Urbana, nie istnieje.
Kiedy zaczyna się o nią procesować, to robi kpiny z sądu.
- Jak by pan doktor
scharakteryzował propagandę typu goebbelsowskiego?
Zrobili to już historycy, jest
sporo książek, między innymi "Goebbels" Manvella i Fraenkla, są bardziej ogólne
opracowania, np. prof. Ryszki, trudno coś dodać. Najogólniej mówiąc, Goebbels
działał na ludzkie emocje, co wyłączało krytycyzm i pozwalało operować
kłamstwem, Urban robił i robi to samo przy pomocy odpowiedniego słownictwa, albo
rysunków, które zamieszcza w "Nie". W tym artykule drukowanym u Rybczyńskiej
starał się wywołać gniew i obudzić kompleksy - chłopi ciężko pracują nad
zwiększeniem wydajności z hektara – to prawie cytat, robotnicy też harują nad
normami – a tu bandyci mordują, przeszkadzają, więc przez nich to życie jest
ciężkie. Podkreślał obłudę księży – mówią o miłości bliźniego a pomagają
mordercom z poakowskich "band”. W stanie wojennym robił rzeczy podobne,
wzniecając nienawiść i wokół opozycji i wokół księży, zwłaszcza wokół osoby
księdza Popiełuszki. W piśmie "Nie" sięgnął po jeszcze inne chwyty, działa na
emocję odwołując się do sfery seksu, tworząc atmosferę rzekomej odwagi,
nowoczesności, europejskości. Ale podstawowy mechanizm jest ten sam, co u
Goebbelsa: emocja plus kłamstwo. Adwokat p. Bendera wspomniał dziś o rozprawie
naukowej Aleksandry Wierzbickiej "Wykorzystywanie badań sondażowych w
propagandzie politycznej przez J. Urbana w latach 1983-1988", praca powstała na
Uniwersytecie Łódzkim. Autorka bardzo wnikliwie analizuje nie tylko jawne
kłamstwa, ale także półprawdy, zatajanie niewygodnych danych.
- Można prosić o jeden przykład?
Na przykład na konferencji
prasowej, co podała "Rzeczpospolita" nr 38 z 1985 roku, Urban poinformował, że
relacji z procesu zabójców Popiełuszki słuchało około 10 proc dorosłej ludności,
że 24 proc. było nie zainteresowanych. Zarzucał więc kłamstwo radiu BBC, które
mówiło o 70 proc. słuchaczy. Tymczasem komunikat OBOP-u podawał, że słuchało 61
proc. Takich przykładów było więcej, dotyczyły poparcia dla Jaruzelskiego albo
dla stanu wojennego. Czasem kłamał świadomie, potem coś prostował – wiedząc, że
kłamstwo poszło w świat i swoje zrobiło, sprostowanie go nie dogoni, trafi do
innych ludzi albo do nikogo. To wszystko cechy propagandy goebbelsowskiej. I nie
tylko to. Najważniejsze jest, że kłamstwa były czynione w atmosferze terroru,
stanowiły jego przedłużenie i po drugie, były czynione w sytuacji monopolu
chronionego totalną cenzurą. Pod tym względem Urban jest uczniem Goebbelsa, są
jednak dziedziny, w których go prześcignął, mam na myśli technikę działań
pośrednich.
- Na sali mówił pan o
przestępstwach "typu eichmannowskiego", gdy na przykład zbrodniarz dzielony jest
od ofiary, wydaje polecenia, opracowuje materiały służące do popełnienia zbrodni
albo stwarza atmosferę, w której przestępstwo może zaistnieć.
To mówiłem w innym kontekście,
chodziło o podobieństwo strukturalne i o różnice między prawem, a moralnością i
o różnice w stopniu wnikliwości systemów prawnych. Prawo polskie na ogól nie
wychwytuje działań pośrednich, prawo izraelskie pozwoliło osądzić i skazać
Eichmanna. Ale ani ja, ani żaden ze świadków nie porównywał Urbana z Eichmannem,
nazwisko Urbana pojawiło się w innym kontekście, gdy mówiłem ogólnie o
działaniach pośrednich.
- Czy mógłby je pan dokładniej
scharakteryzować, poklasyfikować?
Mówiłem o tym bardzo długo,
wszystko w protokole. Mogę tylko dać parę przykładów, paru technik. Przyniosłem
do sądu parę numerów pisma "Der Sturmer". Antysemicka prasa niemiecka
wylansowała negatywny stereotyp Żyda, skojarzenie z czymś negatywnym też budzi
emocje negatywne. I dzięki temu "Sturmer", chcąc atakować Kościół, nie musi
robić tego wprost. W wielu numerach, tu na przykład - pierwsza strona pisma z
sierpnia 1938 - ksiądz nawet nie jest specjalnie skarykaturowany, ale za nim
stoi Żyd i coś mu podpowiada. Na innych rysunkach ksiądz bierze pieniądze od
Żyda - to wystarczy, by antysemita, a w tamtych latach stanowili oni większość
społeczeństwa niemieckiego, zaczął przelewać swą nienawiść także na księży.
Oczywiście, gdyby Goebbelsowi ktoś zarzucił, że jest odpowiedzialny za śmierć
jakiegoś Żyda w Monachium, albo że odpowiada za skatowanie jakiegoś księdza w
Budziszynie, a było takich kilka przypadków - Goebbels byłby zdziwiony. Przecież
on nie był od brudnej roboty, on był szlachetnym ideowcem... Z tym, że bardziej
byłby zdziwiony odpowiedzialnością za księdza - w tym przypadku było więcej
ogniw pośrednich.
- Co to ma wspólnego z Urbanem?
W posłowiu do książki "Kościół w
Polsce 1951-1984" Peter Raina zarzucił Urbanowi popełnienie aktu zabójstwa przy
pomocy słowa. Raina zeznawał tu przed sądem i podtrzymał zarzut. W książce użył
terminu "Rufmord", co oznacza też mord cywilny albo zniesławienie, Niemcy lubili
takie metafory, ale Raina traktuje to określenie dosłownie, pisząc tak:
"Dokładnie w miesiąc przed uprowadzeniem i zamordowaniem księdza Popiełuszki,
aktu słownego zabójstwa (Rufmord) dokonał na nim Jerzy Urban".
W "Sensach nienawiści" Urban
upowszechniał stereotyp Popiełuszki jako szkodliwego fanatyka, nazwał "Savanarolą
antykomunizmu" i "organizatorem sesji politycznej wścieklizny". Komuś wierzącemu
fanatycznie w komunizm po tej lekturze Popiełuszko jawił się jako zagrożenie
wspaniałej idei, ten ktoś mógłby się starać, by to zagrożenie zlikwidować.
- I tak się stało. Znamienne, że
Piotrowskiego Urban nie ośmielił się podać do sądu, a tylko taki proces mógłby
uwiarygodnić Urbana. Czy mógłby Pan udostępnić wypowiedź Piotrowskiego?
Proszę bardzo. "Przez ostatnie lata
pracy moim niezawodnym przyjacielem był Jerzy Urban. Nie znałem go osobiście,
jakieś spotkania w przelocie. Nie ten szczebel. Ale to, co on pisał, utwierdzało
mnie w słuszności własnych wyborów, przekonań. Wtedy byłem naprawdę pełen
zachwytu dla tego człowieka. Był nieocenionym przyjacielem mojej byłej firmy.
Ileż inwestycji bankietowych nieraz trzeba było ponieść, by pozyskać
dziennikarza z nazwiskiem do objaśnienia społeczeństwu tego, co robił resort.
Urban torował drogę do naszych działań. Nas zagrzewał do walki i zjednywał nam
sympatię opinii publicznej. Nawet po październiku, gdy byłem już aresztowany,
pokazywano mi wycinki z gazet, w których potępiano działalność takich kapłanów,
jak ksiądz Jerzy".
Ta sprawa wydaje się oczywista,
zbrodniarz wskazuje inspiratora. Niektóre działania propagandowe Urbana mogą
jednak spowodować skutki trudne do przewidzenia odbijające się bezpośrednio na
stanie moralności społeczeństwa, a pośrednio na bezpieczeństwie życia,
obronności kraju, zdrowiu młodzieży itd.
Działalność Urbana i związanej z
nim grupy dziennikarzy, plakacistów, karykaturzystów, i
innych propagandzistów, przybiera coraz bardziej obsesyjny charakter. Jest to
zjawisko zbliżone strukturalnie do antysemityzmu, ta dewiacja polega, jak
wiadomo, na chorobliwej nienawiści do całego narodu, do jego symboli, takich jak
Gwiazda Dawida czy sztandar Izraela, do przywódców politycznych itp. Propaganda
Urbana jest tak samo dewiacyjna, tyle że skierowana jest przeciw symbolom
polskiej państwowości, przeciw symbolom religijnym, wokół których organizuje się
życie narodu itd. Urban czasami działa wprost, na przykład w "Nie" nr 51-52 z
1993 roku zamieścił pod hasłem "wychowanie patriotyczne" fotografię, przepraszam
za wyrażenie, ale damskich półdupków pomalowanych na biało i czerwono. Częściej
jednak działa mniej prostacko, opanowana do mistrzostwa technika dwuznaczności
stanowi asekurację. Jako przykład igrania dwuznacznością przedstawiłem sądowi
zamieszczony przez Urbana rysunek orła. Może on się kojarzyć z Prometeuszem, ale
dla czytelników, z których większość nie zna mitologii, będzie to po prostu
orzeł polski uprawiający miłość francuską z rozkrzyżowanym Chrystusem ("Nie" nr
32 z 1992). Aluzje mitologiczne to asekuracja dla ewentualnego sądu, z którym
Urban musi się liczyć. O co naprawdę chodzi, zrozumiemy dopiero, gdy przejrzymy
inne numer jego pisma - co chwila pojawiają się tam karykatury orła, pojawiają
się kilkakrotnie, co najmniej cztery razy, rysunki rozkraczonej kobiety z
napisem "polityka polska" albo "teraz Polska". Pierwsze z tych słów jest
wymienne, stale są tylko elementy: słowo Polska i narząd prostytutki. W ten
sposób buduje się trwale skojarzenie - o czym Urban doskonale wie. Głębszy
mechanizm wzorowany jest na skojarzeniu Żydzi = tyfus, narzucanym przez
goebbelsowską propagandę. Pismo Urbana jest dla mas, posługuje się językiem
obrazkowym, jeden z takich obrazków zaprezentowałem w sądzie. Protokolantka
chciała to opisać, że zaprezentowany został rysunek kobiety ze sztandarem
narodowym. Wprawiłem ją w kłopot, prosząc by zlokalizowała ten sztandar, bo
inaczej zabrzmi to niewinnie. Zapisała: nagiej kobiety ze sztandarem w odbytnicy
("Nie" nr 10/1992). Znów chodzi o zbudowanie trwałego skojarzenia - przy
jednoczesnym działaniu na emocje, epatowaniu rzekomą odwagą itd.
Formą "ataków z asekuracją" są
tytuły, które nie zawsze odpowiadają treści, ale są eksponowane osobno na
okładce i one zapadają w pamięć. Sporo z nich ma odcień antyklerykalny i
antyreligijny - np. "Chlanie w Watykanie", "Nabici w papieża" i podobne. Religia
to stały obiekt ataków Urbana, to nie zmienia się od stalinizmu. W przypadku
niektórych Urban tez stosuje asekurację - np. zamieszcza karykaturę papieża z
prezerwatywą na nosie ("Nie" 16/ 1993), ale informuje, że to przedruk. Można
sądzić, że jest niewinny - dopóki nie zapytamy, czy musiał to zamieścić. Gdyby
chciał naprawdę potępić - zamieściłby komentarz bez rysunku. Tchórzliwym, bo
połączonym z asekuracją, atakiem są karykatury prezydenta. One nie mówią wprost,
a tylko sugerują, że prezydent państwa jest głupi, nadaje się na ciecia ("Nie"
43/1993), a nawet, że ma dziwne zboczenia. W "Nie" nr 71 1991 była karykatura
prezydenta w nocnej koszuli, mówiącego "żebyś ty jeszcze umiała być premierem".
To aluzja do znanego kawału o bacy i owcy. W żadnym państwie tego typu dowcip
nie uszedłby redaktorowi na sucho!
- To chyba paranoja?
Albo celowa polityka. Albo jedno i
drugie. Karykatury prezydenta ukazują się regularnie, tak samo jak kpiny z jego
wypowiedzi - w formie wyrwanych z kontekstu cytatów pod hasłem "Pan prezydent
powiedział". W tym pozornym szaleństwie jest metoda, nie przypadkiem ośmieszane
są tylko te symbole, te urzędy i te barwy. Dalekosiężne skutki tego typu działań
trudno przewidzieć. Na pewno efektem kpin z religii, papieża, księży będzie
obniżenie autorytetu moralnego duchownych (którzy często są jedynymi
autorytetami w środowisku), być może usunięcie kategorii grzechu z kultury -
przynajmniej dla wielu osób. Efektem programowym bluźnierstw i kpin jest
zatarcie granicy między sacrum i profanum - i między złem a dobrem. Jakie będą
skutki w przypadku młodych ludzi, przeżywających naturalny bunt przeciw rodzicom
i autorytetom? - trudno przewidzieć. Podobnie nie sposób przewidzieć, jakie będą
efekty ośmieszania patriotyzmu i przywiązania do kraju. A skutki lansowania
żywiołowego i rzekomo bezpiecznego seksu? W tym miejscu nic sposób nie wrócić
myślą do polityki Hitlera i Goebbelsa przeciw Polsce. Ich propaganda także
godziła w polską państwowość i w religię, także zmierzała do tego, by rozłożyć
polskie społeczeństwo za pomocą wódki i pornografii. Urban jest zbyt
inteligentny, by nie zdawał sobie z tego sprawy. Mam nadzieję, że sąd będzie nie
mniej inteligentny niż Urban.
Opracował: MIROSŁAW HARASIN
Od redakcji: Po wyjściu z sali sądowej dr Urbankowski odpowiadał na pytania
dziennikarzy. Powyższy wywiad zawiera niektóre tylko fragmenty, przepisane z
jego taśmy magnetofonowej.
< powrót do: publikacje