
1993
"Życie Warszawy" nr 255, 30.10. - 01.11.1993
Widmo krąży po Europie
Nowa ekipa władzy powinna zerwać ze wszelkimi
reminiscencjami komunizmu, PZPR-owskiej przeszłości i przekonać o tym naród.
W Czechach Vaclava Havla, dawna
siostrzyca PZPR, partia komunistyczna, uznana została za organizacje zbrodniczą.
Na Węgrzech postkomuniści podzielili się na tych, którzy zachowali resentyment
do dawnej komunistycznej partii oraz tych, którzy jej system władzy potępili i
jako rzeczywiści, a nie przefarbowani socjaldemokraci, włączyli się w życie
polityczne kraju. W Rosji dawną KPZR nie tylko rozwiązano ale też publicznie
potępiono. W czasie ostatnich wydarzeń w Moskwie prezydent Jelcyn i jego dawne
KPZR-owskie otoczenie przejawiło wręcz... antykomunizm. Odpowiedzialnością za
pucz Chasbułatowa i Ruckoja obarczono "komunistów i nacjonalistów". Parafrazując
słynny manifest z 1848 r. należałoby dziś powiedzieć: Widmo antykomunizmu krąży
po Europie!
A u nas w Polsce w tej materii
cisza. PZPR-u władze państwowe, ani postkomuniści nie potępili. Co więcej, SDRP
w dalszym ciągu uważa się za sukcesorkę tej partii z epoki Bieruta i Stalina. W
łonie Sojuszu Lewicy Demokratycznej - zwycięskiej koalicji w wyborach 19.09 br.
- są organizacje, które określają siebie oficjalnie jako komunistyczne. Jawić
się więc musi wcale nie retoryczne pytanie, czy nasi SLD-owcy nie zamierzają w
ogóle włączyć się w nurt antykomunizmu, który, nie wyłączając Moskwy, krąży po
Europie? O ile tak, to czy nie marzą czasami, przynajmniej w swej części,
irracjonalnie i anachronicznie, o przywróceniu i zakonserwowaniu za wzorem
Fidela Castro i Kim Ir Sena, "prawdziwego" socjalizmu? Tragiczny byłby renesans
takiej rzeczywistości dla Polski, dla Europy również.
W środku jej pojawiłby się bowiem
polityczny i ideologiczny skansen.
Niedobrze, że różne znaki na ziemi
wskazują, że w tym utopijnym na pozór przypuszczeniu tkwi źdźbło prawdy.
Rezultat niedzieli wyborczej 19.09 br. Skłonił niektórych przywódców SLD do
odsłonięcia oblicza. Pysznią się teraz ostentacyjnie swą dawną PZPR-owską
przeszłością, stanowiskami partyjnymi w PRL. Zapominają, że zwycięstwo wyborcze
zawdzięczają pokrętnej ordynacji wyborczej i przejściowej koniunkturze,
spowodowanej ciężką sytuacją materialną ludności, którą wraz z poprzednimi
ekipami rządowymi spowodowali. Począwszy od Mazowieckiego, kolejne gabinety,
przez cztery lata, pozwalały w Polsce na buszowanie dzikie go, drapieżnego
kapitalizmu, rodem z XIX w. Nie zapominajmy, że ten anachroniczny "kapitalizm",
za przyzwoleniem UD i liberałów, rozwijali i rozwijają nadal ludzie z dawnej
PZPR. To oni, począwszy od 1989 r. stali się w III Rzeczypospolitej
posesjonatami, doprowadziwszy do pauperyzacji szerokie rzesze ludności.
Jednocześnie ci sami, dawni towarzysze, mając w swym roku mass media stawali się
kontestatorami, łzy krokodyle wylewając nad coraz bardziej powszechną biedą w
kraju, którą sami spowodowali. W wyborczej propagandzie ludzie dawnej PZPR
głosili i dziś powtarzają, że zapewnią obywatelom dostatek. Pamiętamy z
przeszłości, że gdy partia mówi, to.... mówi!
Czy III Rzeczpospolita po 19.09 br.
stanie się PRL-rem bis? Czas to pokaże. Jakie więc wyjście dla Polski? Przede
wszystkim nowa ekipa władzy powinna zerwać ze wszelkimi reminiscencjami
komunizmu, PZPR-owskiej przeszłości i przekonać o tym naród. Antykomunizm
głoszony już w Moskwie, nie może się kończyć u naszych wschodnich granic.
W byłym ZSRR wydarzenia układają
się w swoistą mozaikę. Z jednej strony widoczny odwrót od komunizmu,
antykomunizm, z drugiej renesans aspiracji mocarstwowych nowej Rosji. Przykładem
- cofnięcie przez prezydenta Jelcyna desinteressment w sprawie powiązania Polski
z NATO. Dla obecnej ekipy władzy z SLD na czele, rzeczywistym sprawdzianem
supremacji intere¬su narodowego nad internacjonalnym, byłoby wyraźne
opowiedzenie się za przystąpieniem Polski do NATO. Przywódcy SLD powinni to
uczynić nie lękając się posądzenia ich, jak niegdyś Gomułki, o nowe "odchylenie"
nacjonalistyczno-prawicowe. Dołączenie Polski do NATO powinno SLD wraz z PSL
uznać za sprawę bezdyskusyjną, ze względu chociażby na doświadczenia z
przeszłości, kiedy to PZPR akceptowała breżniewowską tezę o tzw. ograniczonej
suwerenności również naszego kraju.
Bez przyjęcia Polski do NATO
bezpieczeństwo pozostałych państw europejskich, takie ten pakt tworzących, po
rozpadzie ZSRR może okazać się wcale nie tak pewne. Wydobywanie się krajów
Europy środkowej i wschodniej oraz tzw. Wspólnoty Niepodległych Państw z dawnego
komunistycznego imperium, zaognić może sytuację międzynarodową w stopniu trudnym
do przewidzenia. Bez parasola ochronnego NATO zakotłować się może w naszej
części Europy niczym w Jugosławii.
Zagrożenia to dostrzega Belweder
oraz pozaparlamentarna opozycja prawicowa. Dołączenie części środowisk
parlamentarnych jest wręcz nieodzowne dla skrócenia drogi do NATO. Tego wymaga
nasz narodowy interes. Zresztą nie tylko nasz, również Węgier, Słowacji, Czech.
Tej kwestii poświęcona była wizyta w Polsce prezydenta Czech Vaclava Havla.
Zwierać szeregi należy szybko, gdyż maniakalne żądanie restrukturalizacji NATO
zamknąć nam może drogę do tego paktu. Najwidoczniej obecną większość
parlamentarną i rządową głoszoną przez nie, nie tak dawno, "przyjaźń"
polsko-radziecka niewiele nauczyła. Wniosków z przeszłości wyciągnąć nie chcą .
Dla Polski może to okazać się znowu tragiczne. Oby tak sio nie stało ...
RYSZARD BENDER
historyk, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego
członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
< powrót do: publikacje