
1991
"Tygodnik Słowa" nr 7, 18.01.1991
Pierwsza rocznica powrotu Rzeczpospolitej
Z prof. dr. Ryszardem Benderem z KUL, inicjatorem przywrócenia naszemu
państwu historycznej nazwy Rzeczypospolita Polska rozmawia Czesław Dąbrowski
- Jeszcze przed rokiem żyliśmy w
PRL, dziś już w Rzeczypospolitej Polskiej.
- Dzięki Bogu, przemiany dokonują
się szybko.
- Panie Profesorze, mało kto
pamięta, że jako jedyny poseł żądał Pan w Sejmie poprzedniej kadencji zniesienia
nazwy PRL i przywrócenia naszemu państwa historycznej, rodzimej nazwy
Rzeczpospolita Polska.
- Miało to miejsce przed z góra
rokiem, 7 IV 1989 r. Uczestniczyłem wówczas po stronie
solidarnościowo-opozycyjnej w zespole "okrągłego stołu" do spraw reform
politycznych. Wiedziałem więc, że szykują się zmiany w Konstytucji PRL,
uchwalonej 22 lipca 1952 r., która zresztą, to paradoks, do dzisiaj nas
obowiązuje. W naszym zespole dochodziły mnie głosy, że strona opozycyjna nie
zażąda zmiany nazwy państwa, pozostanie PRL. Uznałem to za przejaw kunktatorstwa
strony opozycyjnej, w szczególności kierownictwa zespołu do spraw reform
politycznych. Spoczywało ono w ręku przede wszystkim Bronisława Geremka oraz
współdziałających ściśle z nim Adama Michnika i Jacka Kuronia.
- I ta sytuacja spowodowała
interpelację Pana Profesora w Sejmie.
- Nie była to interpelacja.
Podniosłem tę kwestię w przemówieniu. Powiedziałem: "Wnoszę poprawkę do projektu
ustawy o zmianie Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Proponuję we
wszystkich jej artykułach zastąpić wyrazy "Polska Rzeczpospolita Ludowa"
wyrazami "Rzeczpospolita Polska".
- Jaka była reakcja Izby?
- Dostrzegłem konsternację na
twarzach posłów, w szczególności tych zasiadających w ławach Rady Państwa i
rządowych. Nie spodziewano się wniosku. Trwały przecież rozmowy "okrągłego
stołu", spotykano się regularnie w Magdalence. Mówili mi później bardziej
wpływowi posłowie, że w najwyższych kręgach władzy, w politbiurze nie
wykluczono, że opozycja solidarnościowa posłużyła się mną, by podnieść
temperaturę rokowań. Spiskowa teoria historii, właściwa zwłaszcza służbom
bezpieczeństwa, nie pozwalała pogodzić się od razu z myślą, że zgłoszona
poprawka do konstytucji stanowiła moją osobistą inicjatywę.
- Dobrze, ale gdy konsternacja
minęła, jak zareagował Sejm?
- W związku z moim wystąpieniem
zwołano w przerwę, w trybie nagłym, posiedzenie sejmowej Komisji Nadzwyczajnej
do zmiany konstytucji. Zostałem na nie zaproszony. Liczni członkowie komisji
namawiali ażebym poprawkę konstytucyjną wycofał. Czynił to szczególnie usilnie
przewodniczący Komisji Tadeusz Szelachowski, jednocześnie wiceprzewodniczący
Rady Państwa. Perswadowano mi, że mój wniosek nie uzyska w Izbie większości.
Wiedziałem, że nie mogę na nią liczyć, nawet gdy opowiedzą się za mną posłowie
SD, o czym mnie zapewniali.
- Poprawki jednak Pan Profesor
nie wycofał.
- Nie wycofałem. Powiedziałem w
Komisji, że musimy znaleźć wyjście kompromisowe. Zdawałem sobie sprawę, że nie
byłoby dobrze dla samej idei przywrócenia nazwy Rzeczpospolita Polska, gdyby mój
wniosek w głosowaniu upadł. A to groziło. Wiedziałem jednak, że i dla strony
partyjno-rządowej odrzucenie w głosowaniu mojej propozycji byłoby krępujące, ze
względu na panująca w kraju atmosferę nadziei wiązanych z "okrągłym stołem".
- Jaki kompromis Pan Profesor
zaproponował?
- Powiedziałem, że widzę wyjście.
Niech obecny Sejm wyrazi zgodę na przekazanie wniosku o zmianę nazwy PRL na
Rzeczpospolita Polska Sejmowi następnej, X kadencji. Komisja po dłuższej
deliberacji, zdawszy sobie sprawę z faktu, że groźba poddania mojej poprawki pod
głosowanie w Sejmie jest realna, przystała na moją kompromisową propozycję. Ja
jednak wówczas podniosłem poprzeczkę wyżej. Powiedziałem, że boję się, iż
zaproponowane kompromisowe rozwiązanie może być odebrane w Izbie jako wyłącznie
moje pium desiderium. Proszę więc, ażeby Tadeusz Szelachowski poparł je w
imieniu Komisji w trakcie debaty sejmowej. Przewodniczący wykręcał się jak
potrafił, ale w końcu uległ. Po moim ponownym wystąpieniu i wypowiedzi Tadeusza
Szelachowskiego Sejm wniosek przyjął i przekazał Sejmowi X kadencji, a więc
obecnemu, realizację zaproponowanej przeze mnie poprawki do konstytucji.
- W czasie tej debaty sejmowej
podniesiono zarzut, że pański wniosek o zniesienie nazwy PRL podważa lojalność
strony opozycyjnej "okrągłego stołu" względem PZPR.
- Stwierdził to Jacek Piechota,
właśnie z PZPR. Jest on posłem i w obecnym Sejmie, bardzo aktywnym, zasiada
często jako sekretarz u boku marszałka. Zarzucił on mi nielojalność polityczną,
wychodzenie poza ramy uzgodnień dokonywanych między stronami "okrągłego stołu".
Ze złością i oburzeniem, wyszydzając, zapytał mnie w swoim wystąpieniu: "Czyżby
już na starcie porozumienie niektórych nie obowiązywało?” Nie przypuszczał on,
jak mi później mówiono, że ja absolutnie nie wiedziałem, mimo uczestniczenia w
zespole politycznym "okrągłego stołu”, że owo porozumienie obejmowało zgodę
strony opozycyjnej na utrzymanie nadal nazwy PRL. Wiedzieli o tym bardziej
wtajemniczeni, ja do nich nie należałem.
- W tej sytuacji mieliśmy w dniu
4 VI 1989 r. wybory do Sejmu PRL.
- Tak, wybrany został wtedy Sejm
PRL. Nie tylko Sejm, jak wiemy zresztą kontraktowy, z 65 proc. posłów
desygnowanych przez PZPR, ale również Senat. A przyzna Pan Redaktor, że nazwa
Senat Polski Ludowej brzmi co najmniej dziwnie, jeśli nie wręcz śmiesznie.
- Ten stan rzeczy trwał do końca
1989 r.?
- Prawie do końca.
- Pan Profesor, nie będąc już
posłem, naciskał na obecny Sejm i Senat, aby jak najszybciej przywrócono nazwę
Rzeczpospolita Polska.
- Było to moim obowiązkiem!
- Jakie konkretne kroki podjął
Pan Profesor w tej sprawie?
- Jesienią 1989 r. gdy Węgry
przestały być WRL, po nich Czechosłowacja, Rumunia zarzuciły dawne nazwy. My
nadal pozostawaliśmy PRL-em, nawet, gdy ster rządu przejął Tadeusz Mazowiecki.
Kiedy więc 23 X 1989 zobaczyłem na ekranie telewizora, jak Węgrzy cieszą się i
wiwatują w Budapeszcie z racji powrotu do dawnej nazwy państwa, zwróciłem się z
apelem do marszałków Sejmu i Senatu oraz do posła Bronisława Geremka,
przewodniczącego OKP. Przypomniałem, że Sejm poprzedni przekazał mój wniosek o
przywrócenie nazwy Rzeczpospolita Polska do rozpatrzenia obecnemu Sejmowi. Ten
więc powinien zabrać głos.
- Jaki był oddźwięk?
- Przez dłuższy czas żaden. Cisza
trwała prawie zupełna. PAP, prasa, radio podały treść mojego apelu. Milczała
telewizja. Nie odpowiedzieli adresaci. Spotkany przypadkowo na przyjęciu
dyplomatycznym w jednej z zachodnich ambasad marszałek Mikołaj Kozakiewicz
powiedział mi, że jemu mojego apelu nie doręczono. Pośrednio, po jakimś czasie
zareagował jedynie Bronisław Geremek. W wywiadzie dla włoskiej gazety bodajże
Avenire, stwierdził, że nie będziemy w Polsce zmieniać nazwy państwa, gdyż
zmieniliśmy jego istotę.
- I oto 29 XII 1989 r....
- Nagle, jak za skinieniem różdżki
czarodziejskiej, na wniosek OKP, nie bez wpływu zapewne i Bronisława Geremka,
parlament podjął decyzję o przywróceniu historycznej, rodzimej nazwy
Rzeczpospolita Polska, czego domagałem się od poprzedniego i obecnego Sejmu.
- Jakie okoliczności spowodowały
tę decyzję?
- Nie jest to najważniejsze.
Istotne, że obie Izby parlamentu taką decyzję podjęły, że znikła PRL, mamy
Rzeczpospolitą Polską. Lepiej późno niż wcale.
- Stąd też późno, bo dopiero 9
XII 1990 r. wybraliśmy prezydenta RP.
- Wcześniej 19 VIII 1989 r.
Zgromadzenie Narodowe władne było wybrać jedynie prezydenta PRL, wybrało nim
gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Dopiero Lecha Wałęsę wybrał naród, w wyborach
powszechnych, powołał na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, od roku już
bowiem nie istniała PRL. Wałęsa natomiast, już tylko prezydent RP, mógł przejąć
od Ryszarda Kaczorowskiego, prezydenta emigracyjnego, insygnia Rzeczypospolitej
Polskiej. Przywrócił tym samym sukcesje władz Rzeczypospolitej, przerwaną
okresem PRL.
- Nastąpiło więc niejako
zwieńczenie pańskiej inicjatywy podjętej 7 IV 1989 r.
- Trudno się z Panem nie zgodzić.
- Dziękuję za rozmowę.
Czesław Dąbrowski
< powrót do: publikacje