
1989
"Nowe Życie" nr 3, 29.01.-11.02.1989
Znak pluralizmu
Rozmowa z prof. dr hab. Ryszardem Benderem z Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego, posłem na Sejm
- Panie Profesorze, został Pan
ostatnio współprzewodniczącym nowo powstałego Chrześcijańsko-Demokratycznego
Klubu Myśli Politycznej. Proszę na początku naszej rozmowy o genezę i
usytuowanie Klubu na współczesnej polskiej mapie politycznej, wraz z
przybliżeniem jego założeń ideowo-programowych.
- Tak to prawda. Księże Redaktorze,
jestem od niedawna współprzewodniczącym wymienionego przez. Księdza, Klubu.
Powołany on został do życia 20 IX 1988 r. Rada Klubu 4 X 1983 r. wybrała
czterech współprzewodniczących, oprócz mnie: mec. Władysława Siłę-Nowickiego,
prof. Zbigniewa T. Wierzbickiego i Janusza Zabłockiego, dyrektora ODiSS.
Pyta Ks. Doktor o genezę tej
inicjatywy. Cóż, widząc, że sytuacja, jaka obecnie ma miejsce w kraju, nie
pozwala jeszcze na pełny pluralizm polityczny, który widać już na Węgrzech,
gdzie powstają różne partie polityczne, marząc o stronnictwie
chrześcijańsko-demokratycznym, poprzestaliśmy chwilowo na Klubie. Jak dotąd PZPR
trwa przy swoim stanowisku, że jest "przewodnią siłą polityczną", a obok siebie
akceptuje istnienie tylko ZSL i SD. Sądzimy, że większe liczenie się z
rzeczywistością spowoduje w przyszłości, oby nie odległej, zmianę tego
stanowiska i powstanie stronnictwa chrześcijańsko-demokratycznego.
O ukonstytuowaniu się
Chrześcijańsko-Demokratycznego Klubu Myśli Politycznej powiadomiliśmy opinię
publiczną, krajową i zagraniczną na konferencji prasowej w dniu 6 X 1988 r.
Pierwsze publiczne zebranie Klubu odbyło się 7 XI 1988 r. w sali Instytutu
Historii PAN na Starym Rynku w Warszawie. Zgromadziło ono około 200 osób
przeważnie młodych, obok przedstawicieli starszego pokolenia. Przebieg zebrania
zrelacjonował tygodnik "Ład" w nr 51/52 z 18-25 XII 1983 r.
W czasie zebrania przedstawiłem
historię ruchu chrześcijańsko-społecznego w Polsce, który w początkowych latach
PRL fizycznie zlikwidowano, nakazując Stronnictwu Demokratycznemu wchłonięcie
Stronnictwa Pracy. Nie potrafiono jednak do końca zlikwidować idei
chrześcijańsko-społecznej. Przetrwała ona i trwa do dziś, zyskując dodatkowo
oparcie w encyklikach społecznych współczesnych papieży, zwłaszcza Jana XXIII,
Pawła VI i Jana Pawła II, a także w enuncjacjach obu Prymasów Polski: Stefana
Wyszyńskiego i Józefa Glempa. Wzbogaca ją wiele wypowiedzi kardynałów: Henryka
Gulbinowicza i Franciszka Macharskiego, a także licznych biskupów polskich.
Założenia ideowo-programowe Klubu,
o które Ks. Doktór pyta, zostały przedstawione w deklaracji 28 osób -
inicjatorów jego powołania. Tekst i nazwiska sygnatariuszy opublikował "Ład" w nr. 41 z 9 X 1988 r. Przytaczam jedynie fragment deklaracji:
"Naszą działalność podejmujemy na własną odpowiedzialność i
będziemy prowadzić samodzielnie choć w łączności z Episkopatem i Prymasem
Polski. Za główne źródło inspiracji przyjmujemy chrześcijańską, personalistyczną
wizję człowieka i społeczeństwa. Kierować się będziemy wskazaniami katolickiej
nauki społecznej, którą głosił prymas Stefan Wyszyński, a którą naucza obecnie
papież Jan Paweł II".
- W czasie wspomnianego zebrania
w dniu 7 XI 1988 r. na Starym Rynku w Warszawie była mowa także o rozwoju,
ewolucji Klubu ku normalnej działalności politycznej, z czasem jako stronnictwa.
- Ależ oczywiście. Nikt, a z całą
pewnością większość uczestników tego zebrania, nie uznała Klubu za formę
zamkniętą, ostateczną. Świadczyły o tym wypowiedzi. Mec. Wł. Siła-Nowicki
podkreślając potrzebę jak najrychlejszego pojawienia się na arenie życia
politycznego w Polsce partii chadeckiej stwierdził, iż brak chadecji zaciążył na
braku stabilizacji politycznej w kraju po ostatniej wojnie. Kościół w tym czasie
musiał wielokrotnie sam, bezpośrednio zmagać się z marksistowskimi siłami
politycznymi. Brał na siebie obowiązki polityczne, traktując to jednak zawsze
jako funkcję zastępczą, służebną względem narodu, dla którego pozostawał siłą
moralną i jedynym oparciem. Kto ma tworzyć stronnictwo chrześcijańskiej
demokracji, padały pytania. Janusz Zabłocki konstatował: "Partia ta musi być
robiona przez ludzi młodych". Jeden z tych młodych Witold Gadomski, był zdania,
iż nowe, a właściwie reaktywowane stronnictwo chrześcijańskiej demokracji,
powinno wytworzyć unię tych wszystkich sił, które deklarują w Polsce
przywiązanie do wartości chrześcijańskich w życiu społecznym.
- O to samo, o
chrześcijańsko-społeczną reprezentację polityczną w Polsce apelował Pan Profesor
ostatnio w Sejmie.
- Mówiłem o tym podczas 37
posiedzenia Sejmu obecnej kadencji, w dniu 19 IX 1988 r. Powiedziałem wówczas:
"Oprócz stowarzyszeń, obok "Solidarności”, która powinna jak
najszybciej odzyskać należne jej miejsce w ruchu związkowym i działać
oficjalnie, potrzebne są nie tylko istniejące, ale też nowi partie polityczne,
zwłaszcza te o bogatej tradycji w Polsce przed 70 laty odrodzonej. Mam na myśli
w szczególności stronnictwa narodowo- i chrześcijańsko-demokratyczne. Bez
normalnego układu sił politycznych w kraju, efektywnego kompromisu politycznego
w Polsce nie osiągniemy".
Wypowiedziane sława podtrzymuję. Są
aktualne i dziś. Zastanawiamy się, czy na odtworzenie Stronnictwa Pracy jest już
czas odpowiedni? Węgrzy reaktywowali swoje partie zlikwidowane w okresie
stalinizmu, wprowadzają u siebie i ukazują światu swój pluralizm polityczny. My
czekamy. Na co? Czy na powstanie partii chrześcijańsko-demokratycznej w Związku
Radzieckim? Tam inna rzeczywistość.
- Klub, którego Pan Profesor
jest jednym z założycieli, nawiązuje do tradycji ruchu
chrześcijańsko-demokratycznego, tak wielce zasłużonego, tak bardzo znaczącego w
Polsce niepodległej. Wspomnę wymienione przez Pana Profesora Stronnictwo Pracy,
kierowane przez Wojciecha Korfantego i Karola Popiela. Byłbym wdzięczny za
ukazanie, zwłaszcza młodszym, Czytelnikom "Nowego Życia" tych korzeni.
- Pyta Ks. Redaktor o korzennie
chrześcijańsko-społecznego ruchu politycznego, o jego genezę, tradycje. W paru
zdaniach trudno odpowiedzieć. Spróbuję, w skrócie.
Korzenie te sięgają ostatnich lat
Polski przedrozbiorowej, a później okresu niewoli. Myśl chrześcijańsko-społeczna o radykalnym nawet wyrazie była rozwijana w
kraju i na emigracji, Wiele rozwiązań, które proponowano wówczas, antycypowało
treści zawarte w encyklikach społecznych, a nawet postanowieniach Soboru
Watykańskiego II. Pisałem o tym w książce: "Chrześcijanie w polskich ruchach
demokratycznych XIX stulecia" (Warszawa 1975). Te konstatacje społeczne,
wsparte w 1891 roku encykliką Leona XIII "Rerum novarum", stanowiły bazę
programową dla powstałego w 1905 r. w Warszawie Stowarzyszenia Robotników
Chrześcijańskich. Założył je ks. Marceli Godlewski wraz z ks. Jerzym
Matulewiczem, wyniesionym na ołtarze w ub.r, przez Jana Pawła II. Z różnych,
podobnych organizacji chrześcijańsko-społecznych w Galicji, wyłoniło się w
1918 r. Chrześcijańsko - Narodowe Stronnictwo Robotnicze z Karolem Holeksą na
czele. W następstwie encykliki Leonowej i w oparciu o własne tradycje
chrześcijańsko-społeczne, w Wielkopolsce i na Pomorzu, głównie za sprawą ks.
Antoniego Stychla, działały Katolickie Towarzystwa Robotników Polskich. W 1902
r. za organ swój uznały one "Ruch Chrześcijańsko -
Społeczny", wydawany przez ks. Kazimierza Zimmermanna. O piśmie tym, ukazującym
się do 1910 r., Ks. Doktór napisał przecież gruntowną rozprawę. A Śląsk!
Przecież tutaj już w 1889 r., a więc jeszcze przed encykliką papieża Leona XII
powstał Związek Wzajemnej Pomocy Chrześcijańskich Robotników Górnośląskich.
Wymienia Ks. Redaktor, Wojciecha Korfantego, jakże zasłużonego dla Polski,
jakże drogiego dla Śląska. W jego działalności ileż było motywacji
chrześcijańskich zbieżnych z treściami zawartymi w encyklice "Rerum novarum"! Za naturalny więc należy uznać proces
jego odchodzenia od Narodowej Demokracji ku Chrześcijańskiej Demokracji. Ta
wyłoniła się w Królestwie Polskim w 1916 r. za sprawą m.in. Józefa Chacińskiego,
Ludwika Gdyka i innych współpracowników ks. Marcelego Godlewskiego w
Stowarzyszeniu Robotników Chrześcijańskich.
Wojciech Korfanty był prezesem Polskiego Stronnictwa Chrześcijańskiej
Demokracji po ks. Stanisławie Adamskim, gdy ten został biskupem śląskim w
Katowicach. Wybrano go prezesem Stronnictwa Pracy, po zjednoczeniu PSChD z
Narodową Partią Robotniczą i Związkiem Hallerczyków w październiku 1837 r.
Funkcji tej faktycznie nie mógł pełnić, gdyż represje ówczesnych władz
rządowych zmusiły go, podobnie jak Wincentego Witosa, do emigracji,
przebywania w Czechosłowacji. Zastępował Korfantego w Stronnictwie Pracy w
kraju Karol Popiel, wywodzący się ze wspomnianej NPR.
W czasie II wojny światowej Karol
Popiel reprezentował Stronnictwo Pracy w rządzie gen. Władysława Sikorskiego.
W kraju Stronnictwo Pracy weszło w skład podziemnego parlamentu - Rady
Jedności Narodowej i Delegatury Rządu na Kraj.
Po Jałcie, w następstwie rozmów moskiewskich, Karol Popiel uzyskał możność
powrotu do kraju, by reaktywować Stronnictwo Pracy. Po przybyciu spotkał się z
prowokacyjną konkurencją ze strony Feliksa Widy-Wirskiego, Zygmunta Felczaka i
Stefana Brzezińskiego. Poparci przez Bolesława Bieruta, Jakuba Bermana i Romana Zambrowskiego utworzyli ani fałszywkę,
swoje Stronnictwo Pracy, zależne od ich mocodawców. Kiedy tego pseudostronnictwa nie udało się Popielowi wyeliminować z życia politycznego, a
przeciwnie, gdy ono próbowało zagrozić autentycznemu Stronnictwu Pracy,
Karol Popiel, wraz ze współpracownikami: Jerzym Braunem, Stefanem
Kaczorowskim, Konstantym Turowskim, Konradem Sieniewiczem i innymi, zawiesił
działalność Stronnictwa Pracy w kraju i wyjechał z Polski na Zachód. Wydarzenia
powyższe sprawiły, iż w komunikacie z plenarnej Konferencji Episkopatu Polski,
ogłoszonym na Jasnej Górze 10 września 1946 r., powiedziano:
"Biskupi stwierdzają z bólem, że w partii, która opierała program na
światopoglądzie katolickim i dążyła do realizacji zasad chrześcijańsko-społecznych, dokonano rozłamu, po którym partia w nowym składzie
nie daje już rękojmi, że będzie urzeczywistniać myśli i zasady katolickie".
Dalej biskupi polscy stwierdzali:
"Dla uzdrowienia stosunków politycznych jest rzeczą konieczną i pilną zapewnić
katolikom nieskrępowany, konstytucyjny udział w życiu publicznym. Dla tych celów
katolicy mają prawo do reprezentacji parlamentarnej, która by programem
politycznym i społecznym oraz składem osobowym wyrażała ich przekonania i
wolę".
Karol Popiel prezesował Stronnictwu Pracy na emigracji i reprezentował je w
"Europejskiej i Światowej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej". Natomiast Feliks
Widy-Wirski wykonując polecenia swoich bierutowskich mocodawców, polecił
Stanisławowi Idziorowi połączyć swoje zdeformowane Stronnictwo Pracy ze Stronnictwem
Demokratycznym, unicestwiając je. Sam natomiast Feliks
Widy-Wirski, poszybował wyżej, wstępując do PZPR. Tyle historii, Księże
Redaktorze.
-
Czy mógłby Pan Profesor określić związek polityków i myślicieli orientacji
chrześcijańsko-demokratycznej z Kościołem katolickim.
- Nadmieniłem wyżej, że ks. Stanisław Adamski, zanim został biskupem
śląskim,
był prezesem Polskiego Stronnictwa Chrześcijańskiej Demokracji. Sympatyzowali z tym stronnictwem i inni biskupi polscy. Współpracowali z PSChD,
a później ze Stronnictwem Pracy liczni księża o znaczącej pozycji w Kościele w
Polsce, wymienię dla
przykładu ks. Jana Brandysa z Chorzowa, ks. Zygmunta Kaczyńskiego z Warszawy,
ks. Jana Piwowarczyka z
Krakowa, założyciela po II wojnie światowej "Tygodnika Powszechnego". Pośrednio,
poprzez uczestnictwo w Chrześcijańskich Związkach Zawodowych we Włocławku,
związany był z Chrześcijańską Demokracją ks. dr Stefan Wyszyński, późniejszy
Prymas Polski.
- Jakie, zdaniem Pana Profesora, wartości może wnieść, inspirowany katolicką
nauką społeczną, ruch chrześcijańsko-demokratyczny do nacechowanego, miejmy
nadzieję, coraz większym pluralizmem, życia społecznego w dzisiejszej Polsce?
- Katolicka nauka społeczna stanowi dla Chrześcijańskiej Demokracji w każdym
kraju, a w Polsce w szczególności, z racji konfrontacji z marksizmem, zasadniczą
podstawę do działalności publicznej. Chrześcijańska Demokracja stara się
aplikować zasady w niej zawarte w życiu społecznym i politycznym. Weźmy dla
przykładu chociażby zasadę solidarności, dobra wspólnego, pomocniczości. Każda z
nich i wszystkie razem, gdyby były przestrzegane w życiu społecznym i państwowym
naszego kraju, ileż dobra przysporzyłyby Polsce i obywatelom. Te pryncypia
katolickiej nauki społecznej, ruch chrześcijańsko-społeczny ma obowiązek
przypominać nie tylko marksistom obecnie rządzącym w Polsce, ale i innym
kierunkom politycznym, które, miejmy nadzieję, niebawem pojawią się na arenie
życia politycznego w Polsce, zwłaszcza kręgom socjaldemokratycznym i liberalnym. Oczywiści, Chrześcijańska Demokracja, reaktywowane Stronnictwo Pracy, gdyby
powstało, byłoby wyraźnym znakiem przechodzenia do pluralizmu politycznego w
Polsce, którego brakuje.
- Jest Pan Profesor od lat wybitnym badaczem i dydaktykiem
w zakresie XIX i
XX-wiecznej historii naszego Narodu i kraju. Co trzeba uczynić, aby pogłębić i
poszerzyć wiedzę i świadomość historyczną młodych generacji Polaków.
- Powtórzę to, co powiedziałem w czasie dyskusji pt.
"Trwałe wartości II
Rzeczypospolitej", zorganizowanej, za sprawą red. Andrzeja Wernica, przez
tygodnik "Ład" i opublikowanej na jego łamach w nr. 45 z 6 XI 1988 r.
Stwierdziłem wówczas:
"W sprawach złożonych, zapomnianych należy stawiać
pytania i poprzez dalsze
badania szukać odpowiedzi. Pytać należy nawet w pozornie oczywistych sprawach, np., jak
to się stało, że znaleźliśmy się w Wersalu wśród sygnatariuszy i twórców ładu wersalskiego, a przecież
jednocześnie również po stronie pokonanych
państw centralnych w I wojnie światowej, tam były legiony Józefa Piłsudskiego.
Jak to się stało, że gen. Józef Haller był w gronie zwycięzców i wraz z
nimi pod Łukiem Triumfalnym przyjmował defiladę wojsk
sojuszniczych. A korpusy polskie na Wschodzie, w Rosji, jakże liczebne,
waleczne! Milczymy o nich, by nie pomniejszać chwały legionów Józefa
Piłsudskiego".
Młodej generacji, Ks. Redaktorze, trzeba podawać wiedzę pełną, możliwie
rozległą, a nie jej wybór, nawet gdyby zawierał najwspanialsze momenty naszych
polskich, czy powszechnych dziejów. Nie wolno przed młodzieżą usuwać w cień
spraw, które by się chciało, nawet w najlepszej wierze, ze względów
politycznych, społecznych, ideologicznych czy religijnych
jej oszczędzić. Nie wolno zostawiać tzw. dziś "białych plam". One wcześniej,
czy później, zostaną odkryte i wypełnione rzeczywistą, historyczną treścią.
Świadczy o tym chociażby sprawa Katynia, o której milczano nie tylko w okresie
bierutowsko-stalinowskim, ale jeszcze zupełnie niedawno. Mówiłem o tej
straszliwej zbrodni w Sejmie 10 III 1988 r. Przed kilku tygodniami w
wypowiedzi dla "Przeglądu Tygodniowego" (nr 2 z 3 I 1989 r.) wyraziłem
zaniepokojenie, że "ślimacze tempo prac polsko-radzieckiej komisji
historycznej może sprawić, że nie doczekamy się w 1989 r. jej werdyktu w
sprawie Katynia. Nie zda się jednak na nic zwlekanie". Młodzież jest dociekliwa,
zawsze dojdzie prawdy, odszuka materiały źródłowe w wydawnictwach, jeśli nie
pierwszego, to drugiego, czy trzeciego obiegu. Nie należy jednak ograniczać,
umniejszać jej świadomości historycznej. Trzeba jej uprzystępniać, jak
powiedziałem na wstępie, pełną, rozległą wiedzę historyczną. Potrafi ona podejść
do niej krytycznie, jak też z akceptacją, gdy
dostrzeże ku temu podstawy, gdy przekonają ją fakty.
- Szerokie zainteresowanie, niewolne zresztą ad kontrowersyjnych opinii,
budzą Pańskie wystąpienia na forum Sejmu. Jakimi motywami i przesłankami kieruje
się Pan Profesor w swojej działalności parlamentarnej?
Tak, kontrowersyjne opinie, przejawiane w sejmowych polemikach, zwłaszcza ze
strony posłów PZPR i stronnictw sojuszniczych, częściej ZSL niż SD, towarzyszą
wszystkim moim wystąpieniom w Sejmie. Każde moje przemówienie kontruje, "koryguje"
przynajmniej kilku posłów. Może to i dobrze, gdyż inaczej, błogość i sielanka
panowałaby na posiedzeniach Sejmu. W komisjach jest inaczej, tam ścierają się
poglądy, nawet, niekiedy, w sposób gwałtowny.
W wystąpieniach swoich w Sejmie kieruję się wyłącznie motywami narodowymi i
chrześcijańsko-społecznymi. Nakazują mi one domagać się w Sejmie pluralizmu
związkowego z "Solidarnością" włącznie i politycznego wraz z reaktywowanym
Stronnictwem Pracy. One powodowały, że występowałem w sprawie więźniów
politycznych, cenzury, która ingerowała nawet w teksty Papieskie, kardynałów i biskupów polskich. Tymi
motywami kierując się, podniosłem w Sejmie
sprawę Katynia, szatańskiego paktu Ribbentrop - Mołotow z 23 sierpnia 1939 r.,
wywózek setek tysięcy Polaków na Sybir w latach 1939-1941, losów więzionych w ZSRR uczestników
tzw. procesu 16-tu: wicepremiera rządu polskiego Jana Stanisława Jankowskiego,
komendanta Armii Krajowej gen. Leopolda Okulickiego, ministra Stanisława
Jasiukiewicza. Do dziś nie wiemy, gdzie są ich mogiły. Z tych samych względów
protestowałem w Sejmie przeciw jednostronnej decyzji NRD rozszerzającej jej
morze terytorialne, poprzez aneksję polskiej przestrzeni wodnej, co spowodowało,
że tory wodne do Świnoujścia i Szczecina znalazły się rzekomo w granicach tego
państwa. Te same motywy powodowały mną, gdy ostatnio upomniałem się w Sejmie o
przywrócenie 11 listopada, jako święta państwowego, wolnego od pracy tak jak 22
lipca. To ostatnie święto przecież późniejsze, data mniej przełomowa niż dzień 11 listopada, upamiętniający powstanie
Polski do niepodległego bytu po 123 latach niewoli.
- Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał:
Ks. HENRYK SZAREJKO
17 stycznia 1989 r.
< powrót do: publikacje