. . Prof. Ryszard Bender .
{Biografia}
{Bibliografia}
{Inni o mnie}
{Z wywiadów}
{Z publikacji}
{Z działaności publicznej}
{Z materiałów Służb Bezpieczeństwa}
{Galeria}
{Kontakt}

Z publikacji

1989

"Express Wieczorny" nr 101, 25.05.1989

"Prymas życzył nam wyboru do Sejmu"
Oby nie zabrakło rozumu i rozsądku
Ryszard Bender mówi dlaczego nie kandyduje z listy "Solidarności"

- W regionie lubelskim już trzech kandydatów wycofało się z ubiegania o poselskie mandaty. Podobno pan też ma taki zamiar?

- Zupełna bzdura! Zbyt poważnie traktuję mandat, wolę tysięcy wyborców, którzy podpisali moje listy i przyszłą rolę Sejmu w państwie, aby rezygnować z walki o wybór.

- Ale były propozycje, żeby pan zrezygnował?

- Owszem. Niedawno złożył mi ją telefonicznie przewodniczący Komitetu Obywatelskiego "Solidarności" w Lublinie prof. Jerzy Kłoczowski. Argumentował, że "Polska tego wymaga"...

- Wielkie słowa. Polska wymaga, żeby pan nie był posłem?

- Nie mieszajmy do tego ojczyzny. Po prostu prof. Kłoczowski nie jest moim entuzjastą.

- Pańska kandydatura do sejmu nie przeszła na posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego "Solidarności"?

- Tak, to było 20 kwietnia. Wcześniej przesłałem do Komitetu Obywatelskiego "Solidarności" w Lublinie list, w którym zaproponowałem, że chciałbym kandydować do Sejmu z ramienia "Solidarności".

- To chyba naturalne, jest pan przecież od początku związany z "Solidarnością"...

- Też tak uważałem i stąd mój list. Tym bardziej, że Lech Wałęsa dawał mi wielokrotnie dowody swego zaufania i poparcia. Jeszcze parę tygodni temu zapewniał mnie, że bardzo liczy na moje doświadczenie poselskie w nowym Sejmie. List mój został odczytany na posiedzeniu w mojej obecności. Potem odbyło się głosowanie. Doc. Zieliński z UMCS i ja nie otrzymaliśmy 50 proc. głosów członków komitetu.

- I mimo to nie zrezygnował pan z ubiegania się o mandat?

- Przyznaję, że po głosowaniu w komitecie sytuacja była dla mnie wielce krępująca. Zostałem jednak zachęcony przez wiele osób duchownych i świeckich oraz jednoznacznie wsparty przez klub Chrześcijańsko-Demokratyczny i KIK w Lublinie. Te środowiska zebrały za moją kandydaturą ponad 26 tys. podpisów. Takie powszechne poparcie przekonało mnie, że powinienem kandydować.

- Jak Komitet Obywatelski "Solidarność" w Lublinie przyjął to pańskie kandydowanie?

- Nie wiem chociaż telefoniczna "porada" świadczy, że bez entuzjazmu. Zrywa się czasem moje plakaty, podkreśla wszędzie gdzie można, że "nie mam ich poparcia", ale jest to normalna walka o wyborców. Oni przecież ostatecznie zadecydują.

- Czy Komitet Obywatelski zrezygnował tylko z pańskiej kandydatury?

- Nie, podobnie postąpiono z mec. Władysławem Siłą-Nowickim, Januszem Zabłockim i Kazimierzem Świtoniem. Chcieliśmy kandydować - jako chrześcijańscy demokraci - z ramienia Komitetu Obywatelskiego. Ponieważ jednak nie zmieściliśmy się na liście Komitetu Obywatelskiego, startujemy wszyscy czterej w wyborach jako przedstawiciele opozycji, obok Komitetu Obywatelskiego. W naszej decyzji utwierdził nas ksiądz prymas, który przyjął wszystkich kandydatów Klubu Chrześcijańsko-Demokratycznego. Prymas Glemp życzył nam wyboru do Sejmu i pracy w parlamencie nad oparciem ładu w państwie na chrześcijańskich zasadach etycznych.

- Czy to "skreślenie" oznacza, że pan odchodzi z "Solidarności"?

- Przeciwnie. Po relegalizacji powtórnie wpisałem się do tego związku. Z opozycją i "Solidarnością" jestem przecież związany od lat. Jako jedyny jej reprezentant z Lubelszczyzny uczestniczyłem w zespole reform politycznych "okrągłego stołu". Przyjaźnię się z Lechem Wałęsą, z którym spotykałem się wielokrotnie - najczęściej w Zakopanem - gdy tylko zelżał stan wojenny i został zwolniony z Arłamowa.

- Parę lat temu proponował pan publicznie w Sejmie spotkanie Jaruzelski - Wałęsa i wspólne zajęcie się sprawami kraju.

- Zgłaszałem takie propozycje. Domagałem się także relegalizacji "Solidarności" uwolnienia więźniów politycznych. Wtedy moje wnioski spotykały się z kpinami i prześmiechami połowy posłów. Musiało minąć klika bezcennych lat, aby stało się to wszystko jednak faktem. Szkoda tych straconych lat.

- Pan osobiście, może jednak poczucie satysfakcji...

- Byłaby o wiele większa, gdyby to wszystko, co nas jeszcze czeka, było za nami. Gdyby opozycja mogła była wcześniej działać legalnie, współtworzyć tak konieczne zmiany w państwie. Ostatecznie liczą się przecież fakty, a nie najtrafniejsze nawet propozycje, jeśli nie można ich zrealizować. Dla nas, Polaków, najważniejszy jest dzisiaj czas. Dla kraju - rozum, a nie emocje jego obywateli. Oby nam tego rozumu i rozsądku nie zabrakło.

- Domagał się pan także wyjaśnienia sprawy Katynia, rejestracji NZS, przywrócenia przez Sejm święta 11 Listopada, rehabilitacji wielu niesłusznie skazanych w latach polskiego stalinizmu. Niektóre z tych spraw udało się panu załatwić. Jakie problemy będą interesowały pana w nowym Sejmie?

- Nadal będę występował o przyspieszenie wyjaśnienia całości spraw katyńskich. O preferencje dla drobnego i średniego przemysłu, wyzwalanie rolników z pęt administracyjnych i danie im oparcia w autentycznym samorządzie oraz własnych organizacjach. Marzy mi się Polska mająca nadmiar żywności, w pełni suwerenna, bez monopolu władzy jednej czy drugiej partii. Wśród innych zjawisk wymagających szybkiej zmiany jest odkłamanie naszej psychiki, abyśmy nie mówili co innego na pokaz, a co innego w normalnym życiu, szkoła neutralna światopoglądowo, ratowanie środowiska naturalnego i niedopuszczenie do podziałów w społeczeństwie.

- Czy mówi pan o tych problemach na spotkaniach przedwyborczych?

- Oczywiście, wyjaśniam rzetelnie dlaczego nie mogłem kandydować z ramienia Komitetu Obywatelskiego, a także czym zajmę się w Sejmie, jeśli zyskam akceptację wyborców. Spotkania dowodzą, że wyborcy znają i wielce cenią moją dotychczasową działalność poselską. Liczę na to, że dadzą mi mandat na kolejne cztery lata.

Rozmawiał Bronisław Rędzioch

---------------
RYSZARD BENDER jest profesorem zwyczajnym KUL, autorem około 200 publikacji naukowych z zakresu historii nowożytnej i najnowszej. W latach 1981-1987 był dziekanem wydziału nauk humanistycznych KUL. Ma 57 lat, żonaty ojciec trojga dzieci. Pełni obecnie funkcję wiceprezesa Lubelskiego Towarzystwa Naukowego, działacz Klubu Chrześcijańsko-Demokratycznego i prezes KIK. Był posłem VI, VIII i IX kadencji Sejmu.

< powrót do: publikacje