
1981
"Kurier Lubelski" nr 77, 17-20.04.1981
Potrzeba myśli i charakteru
W związku z obchodami setnej rocznicy urodzin Gen. Władysława Sikorskiego
odbędzie się wiele uroczystości w kraju. Zanim jednak jeszcze postanowiono ich
przebieg, zanim objął nad nimi patronat przewodniczący Rady Państwa Henryk
Jabłoński i zanim przystąpiono do wykonania testamentowej woli żony Generała,
aby Jego prochy spoczęły na ziemi polskiej, w Lublinie w Katolickim
Uniwersytecie Lubelskim podjęto organizacje sesji naukowej poświeconej
działalności dwu wybitnych mężów stanu Polski - Ignacego Paderewskiego i
Władysława Sikorskiego.
Rozmawiamy z prof. dr. hab. Ryszardem Benderem, który jako kierownik I
Katedry historii Nowożytnej KUL jest jednym ze współorganizatorów tej
zapowiedzianej na maj ogólnopolskiej sesji naukowej.
- Sesję przygotowujemy wspólnie z Zakładem Duszpasterstwa i Migracji
Polonijnej KUL, który od lat podejmuje w swoich badaniach problem działalności
Paderewskiego i Sikorskiego. Zakładem tym kieruje doc. dr hab. Czesław Bloch. W
dwudniowej sesji - 18 i 19 maja - uczcimy 40 rocznicę śmierci Ignacego
Paderewskiego i setną rocznicę urodzin gen. Władysława Sikorskiego.
- Sesja będzie miała charakter ogólnopolski, a więc należy się spodziewać
uczestnictwa w niej naukowców z różnych ośrodków w kraju.
- Oczywiście, zaprosiliśmy do udziału w sesji naukowców, którzy mają w tym
zakresie najwięcej do powiedzenia. Z referatami wystąpią: doc. dr hab. Jan
Molenda, prof. dr hab. Marian Marek Drozdowski, prof. dr hab. Tadeusz
Jędruszczak - wszyscy z Warszawy, prof. dr hab. Roman Wapiński z Gdańska, prof.
dr hab. Andrzej Brożek z Krakowa, doc. dr hab. Henryk Przybylski z Katowic, dr
Jerzy Kozłowski z Poznania, red. Olgierd Terlecki z Krakowa. Również pracownicy
naukowi naszych katedr przygotowują referaty na tę okazję. Sesja będzie
starała się ukazać działalność polityczną obu mężów stanu na polu odbudowy
państwa polskiego - po I wojnie światowej, a także w czasie II wojny światowej.
- Pan profesor zajmuje się w swojej działalności naukowej bardziej jednak
okresem powstania styczniowego. Większość pańskich prac dotyczy właśnie lat
1861-1864. Skąd wiec te zainteresowania najnowszymi czasami?
- Katedra Historii Nowożytnej, którą kieruję po profesorach Andrzeju
Wojtkowskim i ks. Henryku Żywczyńskim, obejmuje swoimi zainteresowaniami wiek
XIX i XX, a więc z tej racji badaniami naukowymi powinna sięgać czasów
najbliższych i tak jest. Moje wcześniejsze zainteresowania dotyczą rzeczywiście
przede wszystkim powstania styczniowego. Od tego okresu przechodzę jednak
obecnie dalej, do lat tworzenia się państwowości polskiej, do lat
międzywojennych, wojny i powojennych. W niektórych artykułach podnoszę
działalność Paderewskiego i Sikorskiego w okresie wojennym i w czasie II wojny
światowej Stronnictwa Pracy. Na obecnej sesji mój referat będzie dotyczył
powiązań obu mężów stanu właśnie ze Stronnictwem Pracy.
- Należy pan profesor do ludzi bardzo aktywnych społecznie. Był pan -
desygnowany przez KUL - radnym w Miejskiej Radzie Narodowej, działał pan w
różnych organizacjach młodzieżowych, piastował pan w lalach 1976-80 godność
posła. Czy ta pasja aktywności wynika z potrzeby uzupełnień pracy naukowej czy z
charakteru?
- Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. W jakimś stopniu
niewątpliwie tak. Dzieje najnowsze trudno badać nie znając w sposób możliwie
najpełniejszy współczesności. Kiedy powiadomiono mnie, że zostałem posłem,
postanowiłem, iż rytm mojej pracy naukowej nie może na tym posłowaniu ponieść
strat.
- Pańska obecność w Sejmie również dużo wniosła w jakość obrad
parlamentarnych. Nawet krążą po dziś dzień rozmaite legendy na temat pańskiego
posłowania. Podobno w kadencji 1976-1980 był pan jedynym
posłem, który zgłaszał wobec różnych decyzji Sejmu sprzeciwy i wstrzymywał się
od głosowania.
- Była to na pewno historycznie ciekawa kadencja, w której aż…
sześciokrotnie - w ciągu czterech lat - tylko sześć głosów padło odmiennych, w
tym cztery razy uczyniłem to ja, dwa razy wstrzymując się od głosu i dwa razy
głosując przeciw. Wydawało się czasami, że opinie poselskie zawisają w
powietrzu. Trzeba było je sprowadzać nieraz na grunt rzeczywistości. W swoich
interpelacjach występowałem przeciwko karygodnym zaniedbaniom gospodarczym.
Wystąpiłem np. przeciwko proponowanym zmianom nazw miejscowości w pięciu
południowo-wschodnich województwach kraju. Powstał wokół tej sprawy szum.
Marszałek Sejmu Stanisław Gucwa kilkakrotnie zwracał mi uwagę na niewłaściwość
tej interpelacji zachęcając do jej wycofania. Wreszcie obiecał mi na piśmie, że
sprawa zostanie ponownie zbadana i nastąpi przywrócenie dawnych nazw. Dopiero
niedawno okazało się, że w ogóle nie podjęto żadnych kroków w tej sprawie. Cóż,
zawierzyłem słowu Marszałka Sejmu PRL, a on po prostu danego mi słowa nie
dotrzymał. W swojej interpelacji wskazywałem, że zarządzenie ministra
administracji, gospodarki terenowej i ochrony środowiska Marii Milczarek
dotyczyło wbrew zapowiedziom zmiany nazw nie niektórych lecz 120 miejscowości i
stanowiło zaskoczenie dla opinii publicznej, w szczególności dla środowiska
naukowego: historyków, geografów, filologów stosujących dotychczasowe nazwy, a
także dla rzesz krajoznawców. Zmieniało ono bowiem nazwy posiadające tradycje
historyczne, topograficzne, ciekawe filologicznie, ugruntowane w literaturze i
krajoznawstwie.
- Pan pierwszy w Sejmie poprzedniej kadencji, 8 lutego 1979 r. powiedział
otwarcie, iż kraj nasz wszedł w kryzys ekonomiczny…
- W przemówieniu stwierdziłem, że za znaczny chaos gospodarczy zaistniały na
przełomie ubiegłego roku przeciętny obywatel czyni odpowiedzialnym, jeśli nie
rząd, to poszczególne ministerstwa. Nie zimę,
opady śniegu i inne przeciwności atmosferyczne! Domagałem się też położenia
wreszcie kresu inflacji, nadania nowej rangi naszemu złotemu.
- Jak nas słuchy dochodziły, pańskie praktyki w parlamencie wypowiedzi
polemicznych z ławy poselskiej stanowiły novum w uporządkowanym systemie
obrad. Ubarwiały one przebieg posiedzeń Sejmu. Podobno niektóre, bardziej
uczuciowo (…) kiedy pan przemawiał na sale wchodzili strażnicy porządku gmachu
sejmowego, nie żeby pana schwytać w odpowiednim momencie - jak niekiedy sądzono
- ale żeby wreszcie posłuchać ciekawego przemówienia…
- Nie wiem dokładnie czy tak w każdym szczególe było. Posłanka, która
podobno płakała - ja tego nie dostrzegłem, omawiała akurat problem ubezpieczeń
i stwierdzała, że również duchowni mogą w myśl przepisów korzystać z wszelkich
sanatoriów. Przerwałem jej przemówienie, bo ale była to wówczas praktyka, tylko
czysta teoria. Zresztą częstymi moimi adwersarzami byli m.in. posłowie
Świderski z Chełma i Dróżdż z Wrocławia. W jednym ze swoich wystąpień
apelowałem, żeby w związku z problemem regulacji Wisły, regulować ją rozsądnie.
Poseł Dróżdż zaatakował mnie mówiąc: - Ja bym tego posła, który powiedział, żeby
nie regulować Wisły... Na to mu przerwałem: - Nie mówiłem nie regulować, ale
rozsądnie regulować. Dróżdż na to: - A kto mówi nierozsądnie? Rzuciłem - Na
pewno nie ja. Rzeczywiście nikt wówczas poza mną nie praktykował odcinania się
od razu z ławy poselskiej.
- Poruszał pan w swoich wystąpieniach sprawy lubelskie, a przecież nie z
lubelskiego regionu był pan posłem?
- Ale tu mieszkałem, tutaj skończyłem studia, byłem i jestem profesorem.
Występowałem w sprawach KUL, uczelni, w której wykładam. Protestowałem
wielokrotnie przeciw dyskryminowaniu absolwentów KUL
i utrudnianiu im podejmowania pracy z tej racji, że ukończyli tę właśnie
katolicką uczelnię. W przemówieniu z 26 października 1978 r. wystąpiłem o
przywrócenie Wydziałowi Nauk Humanistycznych KUL prawa nadawania doktoratów i
przeprowadzania habilitacji. Cieszę się, że jeszcze w czasie mojego
posłowania, mianowicie 15.XII.1978 r., Rada Ministrów podjęła uchwałę
przyznającą humanistyce KUL należne jej prawa. A posłowałem rzeczywiście - ma
pan rację - z okręgu białostockiego. Zgłosiło moją kandydaturę środowisko
Ośrodka Dokumentacji i Studiów Społecznych. Kiedy już zostałem posłem, nie
wiedziano, gdzie mnie znaleźć i szukano w Białymstoku, Łomży i Lubinie.
- W 1976 r. był pan współzałożycielem w Lublinie Klubu Inteligencji
Katolickiej, a później jego wiceprezesem. Od 1969 r. Jest pan związany z
Ośrodkiem Dokumentacji i Studiów Społecznych, od wielu lat jest pan członkiem
Rady Społecznej ODiSS i redakcji miesięcznika CHRZEŚCIJANIN W ŚWIECIE. Jako
poseł - należał pan do Koła Poselskiego ZNAK. Obecnie pańskie nazwisko figuruje
w stopce pisma ŁAD, katolickiego dwutygodnika społecznego, którego wydawcą jest
ODiSS. Ale jednocześnie wiadomo, że powstał Polski Związek
Katolicko-Społeczny...
- Koło Poselskie ZNAK skupiało część posłów katolickich, ale nie miało
przecież swojej organizacji, która by zgłaszała kandydatów w czasie wyborów do
Sejmu. Liczba tych posłów była ściśle limitowana i ustalana odgórnie. Powołany
obecnie Polski Związek Katolicko-Społeczny jest tym koniecznym uzupełnieniem
bazy dla funkcjonowania i oparcia posłów katolickich.
- Jakie cele stawia sobie PZKS?
Zostały one wyraźnie sprecyzowane w informacjach, statucie i założeniach
programowych drukowanych w pierwszym numerze ŁADU. Paragraf 5 statutu mówi, że
związek jest społeczną organizacją obywateli polskich wyznania rzymsko -
katolickiego, którzy działają zgodzie ze swoim światopoglądem w ramach ustroju
PRL i na gruncie zasad Konstytucji. Związek ma na celu m. in. pracę
intelektualną, moralną i społeczną opartą na nauce Kościoła katolickiego dla
kształtowania osobowości i wychowania człowieka przygotowanego do wykonywania
swych praw i obowiązków indywidualnych i społecznych. Oczywiście, to tylko
niektóre z podstawowych zadań związku. Obecnie tworzy się koła terenowe PZKS. W
Lublinie dokonuje się to we współdziałaniu z dotychczasowym KIK (ul. Rayskiego
3). Przewodniczącym
Rady Programowej PZKS jest prof. dr Czesław Strzeszewski z KUL, a oddziałem
wojewódzkim w Lublinie kieruje dr Andrzej Lulek, adiunkt KUL i ekspert MKZ
SOLIDARNOŚĆ Regionu Środkowo-Wschodniego w Lublinie.
- Na zakończenie naszej rozmowy pytanie - nad czym pan profesor obecnie
pracuje?
- Niebawem powinna ukazać się w druku moja książka o ks. Karolu Mikoszewskim,
kapłanie, który
wchodził w skład Rządu Narodowego Tymczasowego, a w którego warszawskim
mieszkaniu podjęto decyzję o wybuchu powstania narodowego w nocy z 22 na 23
stycznia 1863 roku.
- Dziękuję za rozmowę.
< powrót do: publikacje