

40 posiedzenie Senatu w dniu 20 maja 1993 r.
Senator Ryszard Bender:
Panie Marszałku! Wysoki Senacie!
Ordynacja, którą przedłożono nam po uchwaleniu jej w Sejmie, jest
zdecydowanie gorsza od dotychczasowej. Nikogo chyba przekonywać nie trzeba.
Każdy, kto przeczytał tekst, zda sobie z tego sprawę, jeśli będzie w miarę
obiektywny. Obłudne byłoby bowiem nazywanie jej lepszą czy wręcz doskonałą. Nie
dziwię się więc, że jeden z ekspertów Senatu nazwał ją nawet skrajnie
nieprzyzwoitą. Zgodziłbym się w tym wypadku z panem senatorem Romaszewskim,
który określił ją jako tendencyjną. Rzeczywiście jest to tendencyjna ordynacja.
Ma ona określony, tendencyjny cel. Zdaniem jej zwolenników ma ustabilizować
system polityczny w kraju poprzez zmniejszenie w przyszłym Sejmie liczby
ugrupowań politycznych, czyli poprzez ich redukcję. Kogo ta redukcja obejmie,
kogo wyeliminuje z Sejmu? Pytanie oczywiście retoryczne. Kto zna tekst, nie musi
się domyślać, jest to bowiem wyraźnie napisane. Lewica - skrajna, półskrajna,
przytępiona lub nie - zyska oparcie w ordynacji. Jej przepisy, dotyczące m.in.
progów wyborczych, zbierania podpisów tylko przez mniejsze ugrupowania w dzień
wyborów, mają służyć wyeliminowaniu z życia parlamentarnego centrowych i
prawicowych środowisk politycznych.
Przyszły parlament, Sejm, dzięki nowej ordynacji, ma pozostać w posiadaniu
głównych klubów politycznych obecnego Sejmu. Czy to jest demokratyczne? A
przecież po latach totalitaryzmu dążymy i dążyć powinniśmy w naszym kraju ku
pełnej demokracji. Od średniowiecza aż po wiek XIX w Polsce, i nie tylko, prawo
gwarantowało udział w parlamencie i innych ciałach ustawodawczych głównie
posesjonatom. Ale, na Boga, nie żyjemy już w średniowieczu! Jest wiek XX. a nie
XIX.
Obecna ordynacja zapewnia monopol parlamentarny, poselski neoposesjonatom, to
jest tym, którzy raz usadowiwszy się w ławach sejmowych, nie mają zamiaru ich
opuścić. Przeciwnie, chcą usunąć z ław poselskich przyszłego Sejmu tych, którzy
ich zdaniem na pozostawanie w Sejmie nie zasługują. Dziwny Sejm zaoferuje
narodowi rozpatrywana przez nas ordynacja.
Poprzez różne kruczki prawne, o których była mowa w wystąpieniach sprawozdawców,
a także w czasie dyskusji, silniejsi w obecnym Sejmie chcą się pozbyć na
przyszłość słabszych, którzy im po prostu przeszkadzają. Nowy Sejm, powiedzmy
to otwarcie, dzięki przepisom ordynacji, może stać się Sejmem wyłącznie SLD, UD
i może jeszcze któregoś z ugrupowań ludowych lub ich koalicji, lub też KPN, ale
to już najdalej na prawo w takim układzie. To wszystko. I to ma być Sejm
wyrażający wolę narodu? Absurd!
Restrykcyjne przepisy spowodują, że frekwencja wyborcza będzie jeszcze mniejsza
niż w ostatnich wyborach, kiedy to około 60% obywateli wstrzymało się od
głosowania. Obecna ordynacja zjawisko to niewątpliwie pogłębi. Zwracam uwagę,
że wyznaczenie wyborów na sobotę wolną od pracy czy roboczą, a nie na niedzielę,
wcale nie uderzy w katolicką lub narodową prawicę. Niech zwrócą na to uwagę
ugrupowania ludowe. Postanowienie, dotyczące soboty, zmniejszy frekwencję
ludności wiejskiej, zajętej w soboty - co słyszeliśmy już tutaj w
przemówieniach - pracą na roli. Jakie ugrupowania wyciągną korzyści z tego
faktu, nie muszę udowadniać. Nie będzie to z pożytkiem dla ludowców, to pewne.
Popieram więc zgłoszone poprawki senackie. Proszę panie i panów senatorów o to,
by one przeszły. Jeśli nie wszystkie, to najważniejsze. Niech ta ordynacja,
przynajmniej w części, stanie się lepsza. Sejm, wybrany na podstawie obecnej
ordynacji bez poprawek senackich, może się okazać grabarzem przemian
zapoczątkowanych przez “Solidarność" w 1989 r. Nie można do tego dopuścić.
Byłoby to równoznaczne z oddaniem pola dawnym, ciemnym siłom przeszłości. Nawet
gdyby do tej katastrofy nie doszło, to oddanie parlamentu wyłącznie we władanie
trzech czy czterech grup politycznych oznacza paraliż postępowy życia
politycznego w Polsce. Tak! Polityczny paraliż postępowy w sensie dosłownym.
Zniszczy on bowiem doszczętnie opozycję parlamentarną. Przy lewicowej
większości przyszłego Sejmu, opozycja centrowa i centroprawicowa zamiast
działać w parlamencie, zmuszona zostanie do aktywności pozaparlamentarnej. Jak
wielkie napięcia, rozruchy, perturbacje polityczne to wywoła, łatwo przewidzieć.
Już w dyskusji pojawiały się te wątki. To nie wic, to realna możliwość i
obyśmy, poprzez wykreowanie dobrego, właściwego życia parlamentarnego w naszym
kraju, nie dopuścili do tego.
W obecnej postaci ordynacja wyborcza jest przejawem siły większości
parlamentarnej, wyrazem pychy i cynizmu politycznego, a nie tylko hipokryzji, o
której mówił tutaj jeden z senatorów. A pycha, jak wiemy, to grzech największy.
Ordynacja ta może doprowadzić do sytuacji wyborczej podobnej do tej, jakiej
byliśmy świadkami jesienią ubiegłego roku na Litwie. Oby to u nas nie
nastąpiło.
Uchwalając przedłożoną nam ordynację w niezmienionej wersji, odrzucając
poprawki senackie - oby i to nie miało miejsca - przyznajemy rację Orwellowi,
dzielącemu społeczeństwo na ludzi równych i równiejszych. I w naszym życiu
politycznym zjawisko to może zaistnieć. Oby jednak w Rzeczypospolitej do tego
nie doszło. Równi i równiejsi w życiu politycznym Polski nie są potrzebni. W
parlamencie wystarczą nam równi i wolni. (Oklaski).
< powrót do: przemówienia senackie