

35 posiedzenie Senatu w dniu 5 marca 1993 r.
Senator Ryszard Bender:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
Zmieniamy już kolejny raz regulamin
Senatu. Nie jest to rzeczą najlepszą, ale taka jest rzeczywistość, życie
polityczne biegnie w Polsce wartko. Już choćby mała konstytucja skłania, wręcz
zmusza do pewnych zmian. Naturalnie, najlepiej byłoby, żeby ten regulamin był
trwały. Takim chyba idealnym krajem, jeśli idzie o parlament i ustawodawstwo,
jest Wielka Brytania. Angielskie ustawodawstwo stara się zawrzeć swoje przepisy,
regulaminy różnych organizacji na jednej stronie, tak żeby można było je nawet
wziąć pod szkło i żeby były bardziej komunikatywne.
Cóż, jawi mi się taki przykład z
czasów Liceum Krzemienieckiego, kiedy to jego dyrektor, Tadeusz Czacki,
wprowadził regulamin, który wzbudził u księdza Hugona Kołłątaja obiekcje, że nie
ma tam różnych spraw. Ksiądz Kołłątaj je podnosił, a Czacki odpowiadał: ależ to
wszystko, Hugonie, jest! No, gdzie to jest? Oczywiście, zwróć uwagę na ostatnie
słowa: "itede". Tam te wszystkie sprawy są zawarte.
U nas można byłoby podobnie rzecz
ujmować, ale wiem, że się nie da. Regulamin jest przydługi, obecna rzeczywistość
też jest taka, że nie uda nam się stworzyć bardziej syntetycznego regulaminu.
Proszę pań i panów senatorów, chcę
się przyłączyć do wniosku pana senatora Piotra Andrzejewskiego w odniesieniu do
art. 3 regulaminu, którego nie ma potrzeby pomijać, usuwać, a kursywa wskazuje
na to, że idzie o jego eliminację. Praw nabytych na podstawie poprzednich
regulaminów nie powinniśmy oczywiście tracić. Także to podkreślenie, że
senatorowie są reprezentantami narodu i w swej działalności kierują się własnym
sumieniem, warto chyba utrzymać, nawet gdyby to się pokrywało z jakimiś punktami
dotyczącymi posłów. To, że senatorowie nie podlegają dyscyplinie partii ani
klubów, wynika z dotychczasowej tradycji. Dlaczego mamy to burzyć? Zapis o
niepodleganiu tej dyscyplinie byłby chyba z pożytkiem dla oblicza, wagi i roli
Senatu w Rzeczypospolitej.
Artykuł 8 dotyczy marszałka i
wicemarszałków. Wiemy, jak ogromnie ważną rolę spełnia Prezydium Senatu, a
marszałek w szczególności. To jest rola przeogromna i nie tylko honorowa. To
rola kogoś, kto waży sprawy i interesy wszystkich grup, wszystkich ugrupowań,
których reprezentantami jesteśmy w Senacie, nie tylko politycznych.
Istniała dobra tradycja polskiego
parlamentu, także Senatu w okresie międzywojennym, kiedy to marszałek z chwilą
wyboru rezygnował z uczestnictwa w swoim klubie politycznym. Skoro zmieniamy
regulamin, byłoby chyba właściwe dać taki punkt i proponuję formalnie dodać w
art. 8 kolejny punkt, który mówiłby, że marszałek, zgodnie z tradycją parlamentu
polskiego, z chwilą wyboru zawiesza swoje uczestnictwo w klubie parlamentarnym.
W art. 10 jest mowa o tym, że
Prezydium Senatu ustala projekt porządku obrad po zasięgnięciu opinii Konwentu
Seniorów. Czy nie dodać "po uzgodnieniu z Konwentem Seniorów"? Konwent Seniorów
reprezentuje tak szeroki wachlarz postaw, że byłoby dobrze, gdyby porządek
dzienny był ustalany w szerszym gronie, żeby nie decydowało o nim tylko
Prezydium Senatu. A więc dodać "po uzgodnieniu z Konwentem Seniorów".
W art. 14 jest propozycja, żeby
marszałek Senatu z inicjatywy własnej lub Prezydium Senatu oraz na wniosek co
najmniej czterech przewodniczących komisji zwoływał posiedzenie przewodniczących
komisji Senatu. Czy nie za duża to liczba wobec liczby naszych komisji? Żeby
potrzebnych było aż czterech przewodniczących do zwołania przez marszałka
posiedzenia przewodniczących komisji? Zmniejszmy tę liczbę do trzech, nie chcę
już mówić o dwóch. Niech będzie "na wniosek trzech przewodniczących komisji
marszałek zwoływałby wspólne posiedzenie wraz z Prezydium Senatu."
Co do art. 35 - tu napisano, że
art. 35 równa się art. 42A. Mówi się w nim o przypadkach, kiedy zostanie
przywołany do porządku przemawiający senator, kiedy może być zawieszony w swoich
prawach z racji wykluczenia go z posiedzenia. Punkt 8 mówi o sposobie
załatwienia odwołania: prezydium zawiadamia Senat nie później niż na następnym
posiedzeniu. Decyzja Prezydium Senatu jest ostateczna. Decyzja dotycząca czego?
Wykluczenia całkowitego czy na dwa, trzy posiedzenia? Sądzę, że można to
sprecyzować, bo w przeciwnym przypadku dajemy prawo nawet wykluczenia
permanentnego, co byłoby chyba dziwne.
W art. 42 pkt 4 jest mowa o tym, że
marszałek może podjąć decyzję o skreśleniu z protokołu wypowiedzi senatora,
któremu nie udzielił głosu lub który kontynuował przemówienie po odebraniu mu
głosu. Jest to duże zaostrzenie przepisów, jakie obowiązują i w Sejmie, i w
Senacie. Zwykle była mowa o wykreślaniu tylko tych fragmentów, które uwłaczają,
ubliżają pewnej "moralności politycznej". Nie mówię tego dlatego, że był moment,
kiedy pan marszałek polecił skreślić moje słowa z tej przyczyny, że powiedziałem
"znaj proporcjum, Mocium Panie." Nie uważam, że byłyby one jakimiś wyrazami
szkodliwymi, gdyby znalazły się w protokole. Tu była jego władza, może
nadmiernie podkreślona. Stało się.
(Głos z sali: Bardzo
słusznie, musi mieć taką władzę.)
Chcę zwrócić uwagę, że takie,
powiedzmy, decyzje pojawiły się w parlamencie polskim dopiero w 1930 r., w
okresie sanacyjnego zwiększenia roli władzy państwowej, egzekutywy, rządu, władz
państwowych kosztem parlamentu. Wtedy i w Sejmie, i w Senacie wprowadzono
zasadę, że marszałek mógł zażądać skreślenia z protokołu wyrazów ubliżających,
czy jak je tam określono, musiałbym zajrzeć do przepisów. Jest to praktyka
niedobra, bo nie oddaje przebiegu obrad. Właściwy czy niewłaściwy, ale dla
potomności, dla historii powinien być zachowany pełny obraz, a nie cenzurowany,
nawet w najlepszej intencji, przez marszałka czy wicemarszałka.
Następna sprawa: w art. 43 jest
mowa o tym, że poza kolejnością mówców marszałek udziela głosu prezesowi Rady
Ministrów, członkom Rady Ministrów oraz ministrom stanu ilekroć tego zażądają.
Czyż to czasami nie będzie sytuacja dziwna? Nie przypuszczam, ale może znaleźć
się minister, który będzie w nieskończoność prosił o głos, a w regulaminie
będzie powiedziane, że w nieskończoność, ilekroć tego zażąda, marszałek będzie
musiał mu tego głosu udzielić. Czy nie lepiej byłoby powiedzieć, że poza
kolejnością mówców marszałek może udzielić głosu wszystkim tutaj wspomnianym
personom?
W art. 46 pkt 8 mówi się, że
głosowanie w sprawach personalnych jest tajne, nie dotyczy to jednak uchwał w
sprawie komisji senackich. Nie wiem, czy nie warto powiedzieć wyraźnie
"dotyczących powoływania członków komisji senackich", bo taka była u nas
tradycja.
(Wicemarszałek Andrzej Czapski:
Proszę kończyć, Panie Senatorze.)
Tak, już kończę, Panie Marszałku.
Artykuł 49 mówi, że reasumpcja uchwały w trakcie tego samego posiedzenia Senatu
dopuszczalna jest wyłącznie w wypadku ujawnienia ewidentnego błędu w poprzednio
podjętej uchwale. Ale kto to stwierdzi? Wystąpiłbym o dopisanie "potwierdzonego
przez Prezydium Senatu". Na tym kończę, Panie Marszałku.
(...)
Senator Ryszard Bender:
Panie Marszałku! W Sejmie trwa
debata na temat tak zwanych euroregionów. Nasza izba nie może nie zająć
stanowiska w tej sprawie, nie może tego przemilczeć. Prawem kaduka powstały już
de facto condominia państwowe, euroregiony. Pomerania ze stolicą w
Niemczech, Nysa ze stolicą w Zittau, również w Niemczech. A ostatnio z udziałem
polskiego ministra spraw zagranicznych erygowano euroregion Karpaty, z
tymczasową stolicą, o łaskawości losu, na rok w Sanoku. Ten ostatni region
oprotestowała Rumunia, prezydent Iliescu stwierdził wyraźnie: Karpaty są nasze.
A Słowacja wyraziła poważne zastrzeżenie i zostawiła sobie jedynie status
członka stowarzyszonego. Ukraina z kolei dołączyła do euroregionu Karpaty tylko
kawałek swego terytorium koło Bieszczad, trzymając z dala Lwów.
A my się pchamy, nie zachowując
minimum ostrożności, jak tamte państwa. Sami pakujemy się w kabałę. Euroregiony
pojawiają się, powtarzam, prawem kaduka, bez jakichkolwiek podstaw prawnych, na
drodze faktów dokonanych. Są one przejawem bezprawia rządu i lokalnych władz
administracji państwowej, gdyż nie mają oparcia w żadnej z ustaw. Ich animatorzy
naruszają, może mimo woli, podstawy polskiej racji stanu. O każdym skrawku,
nawet małym, terytorium Polski, o jego powiązaniach międzynarodowych może
decydować wyłącznie Warszawa, a nie lokalne władze w Zittau czy nawet w Sanoku.
Dojść ma niebawem region Bug, również z rozległą autonomią takim tworom czy
potworom przyznawaną. Wiemy wszyscy, że niebawem napływ ludności z terytorium
ZSRR stanie się duży. Ludność ta wypełni przede wszystkim ten region. Zmiany
etniczne dokonają się niewątpliwie. Może to stać się zarzewiem nowych konfliktów
ukraińsko-polskich, które powinny odchodzić jak najszybciej w przeszłość.
Brandenburczycy poprzez "regionalną" współpracę z księstwami pomorskimi
opanowali Pomorze Zachodnie, Habsburgowie i Hohenzollernowie - Śląsk. Czy
historia musi się powtarzać? Już publikowane są mapy, na których w euroregionach
wymazywane są granice państwowe Rzeczypospolitej. Nie reagują władze
prokuratorskie, milczy rzecznik praw obywatelskich. Tak. "euroduchy" krążą nad
Polską, ale nie są to "euroduchy" anielskie.
Wysoki Senacie, wiemy wszyscy,
jakie tragiczne dla Polski skutki wywołało rozbicie dzielnicowe powstałe w
następstwie testamentu Bolesława Krzywoustego. To samo niebezpieczeństwo grozi
dziś Polsce. W grę wchodzą zarówno tak zwane euroregiony, jak i paranoiczne
koncepcje podzielenia pozostałego terytorium Rzeczypospolitej również na
regiony. Czy to nie jest nowe rozbicie dzielnicowe? Czy nie jawi się nam ono na
horyzoncie? Za przerażającą uznać należy wypowiedź pana ministra Jana Krzysztofa
Bieleckiego. Mówił, te Polska jest zbyt dużym krajem, aby mogła się skutecznie
zintegrować z Europą, musi się więc podzielić na regiony. Wcale nie musi. Łączyć
się z instytucjami europejskimi można i należy, ale poprzez struktury państwowe,
a nie regionalne. Europa przyszłości to Europa ojczyzn: Polski, Francji, Niemiec
i innych państw, a nie regionów. Rząd Polski nie może dopuścić do tego, byśmy,
poszatkowani przez regiony, łączyli się z instytucjami europejskimi jako mali,
ubodzy, cherlawi.
< powrót do: przemówienia senackie