

34 posiedzenie Senatu w dniu 19 lutego 1993 r.
Senator Ryszard Bender:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
Wątpię czy potrzebny był we wstępie
wystąpienia pana ministra Osiatyńskiego taki landrynkowy panegiryk, jak to się
świetnie gospodarczo wszystko u nas, w Polsce, rozwija, że inflacja się
zmniejsza, że wymienialność pieniądza... itd. Ludzie mają powyżej uszu tych
stwierdzeń. Przypominam sobie ze sprawozdań Sejmu, Senatu przed wojną, że w
okresie międzywojennym, zwłaszcza po przewrocie majowym, gdy też twierdzono, że
wszystko jest pięknie. Pisało się wówczas: "byczo jest". Taki ton - "byczo jest"
- odczułem w pana przemówieniu. Panie Ministrze. A z tym "byczo" nie jest tak
byczo. (Oklaski).
Nie, Panie Ministrze, kraj jest w
niedostatku. Możliwe, że panu ministrowi, nam posłom i senatorom, żyje się jakoś
znośnie, ale nie szerokim rzeszom ludności, a zwłaszcza emerytom. Jest źle,
powiedzmy to wyraźnie, i trzeba robić wszystko, żeby było lepiej. Tak powinniśmy
stawiać sprawę. Pogłębia się pauperyzacja, już nie jednej czy drugiej, ale wielu
grup ludności. Dla mnie i, jak sądzę, dla szeregu zgromadzonych tu osób
szczególnie smutną rzeczą jest chyba fakt, iż nauka i szkolnictwo wyższe, a
także oświata upadają. Przecież w ten sposób niedługo staniemy się krajem, gdzie
- może analfabetyzm nie wróci - nie będzie już sytuacji, które wcześniej bywały,
iż wyjeżdżający na Zachód absolwenci szkół od razu świetnie tam prosperowali. Z
miejsca uzyskiwali najwyższe noty, bo byli dobrze przygotowani, a przygotowali
ich nasi nauczyciele. Teraz będzie to o wiele trudniejsze. Upada szkolnictwo
publiczne. Szkoły prywatne pojawiają się jako ratunek, ale przecież -
pamiętajmy, iż obciążają budżet - niebawem one również znajdą się w niezwykle
złożonej sytuacji, bo przecież czesne będzie ogromne.
Dlatego już teraz - choć nie wiem,
jaką decyzję podejmiemy dzisiaj po południu - należałoby pomyśleć właśnie o tym,
aby można było zwalniać od podatku sumy przeznaczone na kształcenie dzieci,
idących do prywatnych szkół.
Panie Marszałku! Gdybym zapytał tu
kogokolwiek, czy budżet jest dobry, chyba nie tylko na ucho, ale i głośno ów
odpowiedziałby, że nie jest dobry. Cóż możemy w tej sytuacji czynić, zwłaszcza
jako izba wyższa, jako Senat?
Zgodnie z art. 21 małej konstytucji
Senat może przyjąć budżet bądź uczynić poprawki.
Nieprzyjęcie budżetu oznacza -
prawnicy są obecni, niech mnie skorygują, nie mam ich erudycji - niezajęcie
przez Senat stanowiska. W takiej sytuacji Sejm przekazuje jutro do podpisania
ustawę budżetową prezydentowi Rzeczypospolitej.
Nieprzyjęcie - byłoby, oczywiście,
złym prognostykiem. Byłoby to bardzo symptomatyczne dla naszego państwa i dla
jego rezonansów w różnych instytucjach europejskich, zwłaszcza tych, z którymi
się wiążemy. Pan minister słusznie to określił. Dla państwa - powtarzam - bo
chodzi nie tylko o rząd, nie tylko o jego politykę gospodarczą, co do której
mamy przecież tyle różnych uwag. Rządy się zmieniają, państwo polskie trwa, jak
powiedział Wincenty Witos: musi trwać wiecznie.
(Głos z sali: Polska...)
Polska, państwo polskie, a Polska
bez państwa, to Polska w sercu. Tak było w czasach rozbiorów. Słowo "Polska"
rozumiem jako "państwo polskie", to miał chyba na myśli ten wielki Polak.
Każdy z nas musi więc we własnym
sumieniu zadecydować, jakie zajmie stanowisko. Jesteśmy izbą refleksji i ta
refleksja podyktuje nam stanowisko.
Wspomniałem, że mała konstytucja w
art. 21 pozwala nam czynić poprawki. Należy czynić zwłaszcza te, które nie
wymagają powiększenia niedoboru budżetu. Z taką poprawką pragnę wystąpić przed
Wysoką Izbą.
Idzie mi w szczególności o sprawę
ministerstwa kultury, o sprawę filmów i zabytków. Proszę pań i panów senatorów,
sytuacja jest taka, że dział 66 w budżecie Ministerstwa Kultury i Sztuki
przewiduje 88 miliardów złotych dotacji dla kinematografii. Proponuję
przeniesienie tej sumy 88 miliardów złotych z tego działu kinematografii do
działu ochrony zabytków. Wiem, że filmy są ważne. Każdy z nas ceni dobre filmy,
ale przecież rozumiemy, że w obecnej sytuacji, gdy cała gospodarka, również
kultura, nauka, przechodzi na system rynkowy, gdy nauka i oświata przestają być
w należytym stopniu dotowane, to trudno tak hojnie dotować filmy, z których, jak
wiemy, niekiedy na czterdzieści - mam tutaj informacje na ten temat - tylko
kilka trafia do kin, reszta zaś jest "niechodliwa", jak to się mówi.
W związku z tym proponuję taką
poprawkę. Wiem o tym, że senacka komisja kultury zaakceptowała budżet
ministerstwa kultury bez tych przesunięć, ale do swego stanowiska dodała
załącznik, w którym stwierdziła, że w przyszłości potrzebne jest bardziej
szczegółowe wyjaśnienie dofinansowywania kinematografii.
Środki przeznaczone na konserwację
i ochronę zabytków wydają się szczupłe, nie są jasne kryteria ich przydzielania,
a zabytki pogrążają się w ruinie. Mam załącznik - począwszy od Białej Podlaskiej
poprzez Lublin, do Zamościa i Zielonej Góry - niebawem utracimy zabytki
znajdujące się na tych terenach. Sądzę, że przynajmniej kilka moglibyśmy
uratować dzięki przesunięciu sumy 88 miliardów złotych. Zwracam się o to,
zwłaszcza do odpowiednich komisji, które po naszej debacie będą te sprawy jakoś
podsumowywały.
Pan minister Osiatyński powiedział,
że taki deficyt budżetowy jest realny. Wątpię, Panie Ministrze. Zapytam pana
ministra lub jego następcę w przyszłości, za kilka miesięcy... (Oklaski).
Zapytam, o ile ten deficyt budżetowy został przekroczony, bo nie jest on realny.
Możemy to sobie wyraźnie powiedzieć. Możemy dążyć do tego, żeby w małym stopniu
odbiegał on od tej realności. Skończyłem, dziękuję. (Oklaski).
< powrót do: przemówienia senackie