

24 posiedzenie Senatu w dniu 20 października 1992 r.
Senator Ryszard Bender:
Panie Marszałku, proszę pozwolić,
że wyrażę w tej Wysokiej Izbie swoje zadowolenie i wdzięczność Sejmowi
Rzeczypospolitej Polskiej, że odrzucił proponowane w projekcie założeń,
omawianych przez nas w ubiegły czwartek, pomysły zmniejszenia waloryzacji
emerytur, głównie w tej najliczniejszej grupie emerytur średnich. W ten sposób
nie będzie postępowała, przynajmniej czasowo, pauperyzacja ekonomiczna
zasłużonych dla kraju osób. Dobrze, że Sejm taką decyzję podjął. Byłoby rzeczą
niezrozumiałą społecznie, żebyśmy musieli robić oszczędności na i tak skromnych,
budżetach najmniej zarabiającej grupy obywateli.
Ale rzeczywiście włosy jeżą się na
głowie, gdy po tym fakcie minister rządu Rzeczypospolitej, pan Osiatyński,
natychmiast mówi, że skoro nie możemy odebrać, chyba półtora biliona złotych,
emerytom, to odbierzemy - nie mówił ile - rolnikom. W związku z tym, w pełni
trzeba poprzeć protest, który padł tutaj z ust pana senatora Czarnockiego i
innych, idących mu w sukurs senatorów.
Rozważając założenia
społeczno-gospodarcze rządu, które już Sejm, co prawda znikomą większością
głosów, ale jednak przyjął, należy optymistycznie stwierdzić - to chyba
uchodziło uwagi w czwartkowej naszej debacie - że znajdziemy tam momenty, które
cieszą. Chociażby polityka naukowa. Wyraźnie widać, że zyskała zrozumienie
rządu. Jakżeby miała nie zyskać, skoro tyle przecież od nauki zależy: rozwój
naszego kraju, również w dziedzinie ekonomicznej! Pozytywne konstatacje tam
zawarte zasługują w pełni na uznanie.
Budzi natomiast niepokój sprawa
oświaty, edukacji. Tam tych pozytywnych stwierdzeń zbyt wiele nie ma. Jest mowa
o reformie wynagrodzeń, ale domyślamy się, że "reformie w dół". Przecież nie
możemy do tego dążyć! Reforma, jeśli ma być - już z góry powiedzmy, jeśli idzie
o uposażenia nauczycieli - powinna pójść "w górę"! Nauczyciele należą, po
emerytach, do najuboższych kręgów społecznych. Nie można dokonywać jakiejkolwiek
zmiany ich wynagrodzeń "w dół"! Powinny one pójść w górę" i to znacznie!
Zastrzeżenie, i to ogromne, budzi
stwierdzenie, że nastąpi zwiększenie wymiaru czasu pracy nauczycieli. Przecież
tym sprawy się nie załatwi. Zwiększając pensum zajęć nauczycieli jednocześnie
sprawimy, że zajęcia prowadzone z młodzieżą z konieczności nie będą mogły być na
tak wysokim poziomie, na jakim powinny być.
Pamiętajmy, że mamy do czynienia z
feminizacją zawodu. Nauczycielki, bo w większości są to nauczycielki, są
obciążone zajęciami domowymi, dziećmi - nie mówię już o mężach. To wszystko
ogromnie absorbuje. I w takich warunkach dochodzi do zwiększenia pensum, wymiaru
zajęć. Przecież dla umożliwienia nauczycielom, nauczycielkom ciągłego
podnoszenia kwalifikacji, intelektualnego poziomu, jak też dla dobra uczniów
konieczne jest, aby nauczyciele mieli sposobność pogłębiania swoich wiadomości o
rozwijającej się wciąż nauce. Zwiększanie wymiaru godzin jest wręcz
nieporozumieniem, rzeczą szkodliwą, dla oświaty polskiej.
Oświata polska stoi nad przepaścią,
idzie ku ruinie. Odbije się to niebawem na poziomie wykształcenia młodzieży
polskiej, ulegnie on obniżeniu. Dotąd młodzież polska, znalazłszy się na
Zachodzie, również w Ameryce, imponowała poziomem wiedzy ścisłej i
humanistycznej, często wyższym niż reprezentowała tamta młodzież.
Czy idzie o to, żebyśmy dorównywali
Zachodowi, podporządkowywali się mu, obniżając - tak jak w niejednej dziedzinie
to czynimy, m. in. z naszą ekonomiką - również poziom oświaty? Nie, przenigdy,
nie wolno tego czynić. Od wiedzy i wysokiego poziomu intelektualnego młodzieży,
zależy przyszłość Polski i o tym nie wolno nam zapominać. (Oklaski)
(...)
Senator Ryszard Bender:
Panie Marszałku! Wysoki Senacie!
Kiedy w XIX wieku Józef Ignacy
Kraszewski stanął przed sądem pruskim za szpiegostwo na rzecz Francji, ten obcy
mu przecież sąd wziął pod uwagę fakt, iż w rozumieniu pisarza i Polaków był to
wówczas czyn patriotyczny i nie wymierzył mu kary śmierci. Działanie na korzyść
Francji a przeciw Prusom w odczuciu Polaków nie było naganne, stanowiło czyn
chwalebny, patriotyczny. Zrozumiał to sąd pruski skazujący Polaka, naszego
wielkiego pisarza.
Wielu z nas pamięta, jak cieszono
się w kraju, gdy Józef Światło uciekł na Zachód w latach pięćdziesiątych i
przekazał Amerykanom ówczesne tajemnice polityczne służb bezpieczeństwa i ich
mocodawców z Kremla.
Za o wiele bardziej doniosły należy
uznać czyn pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, który umyślnie gromadził w kraju
dowody naruszania suwerenności naszego kraju przez ZSRR i instrumentalnego
wykorzystywania sił zbrojnych w imperialnym interesie tego mocarstwa. Pułkownik
Kukliński, po przedostaniu się na Zachód, przekazał zebrane z narażeniem życia
materiały Stanom Zjednoczonym, a więc państwu uważanemu przez ogromną większość
narodu, wbrew propagandzie komunistycznej, za głównego sojusznika przyszłej
niepodległej Polski.
Ujawnił on niezwykle ważne, w
niejednym aspekcie zbrodnicze, tajemnice wojskowe ZSRR i podporządkowanej temu
państwu armii PRL. Przekazał na Zachód plany inwazji wojsk sowieckich i tak
zwanego Układu Warszawskiego.
Nie sposób nie uznać tego czynu za
wysoce patriotyczny. Dzięki swej determinacji pułkownik Kukliński ocalił nasz
kraj, ocalił Polskę przed tragicznym następstwem ewentualnej realizacji
sowieckich działań militarnych. W konsekwencji musiał opuścić kraj, by służyć
sprawie jego niepodległości za oceanem. Sąd krzywoprzysiężny, by użyć słów
poety, skazał pułkownika Kuklińskiego zaocznie na karę śmierci. Sędziowie i
prokurator, który go oskarżał, jak wieść niesie, nadal zajmują swoje stanowiska
bądź otrzymują “zasłużone", mówię to w cudzysłowie, wysokie emerytury tak jak
ci, którzy skazali na śmierć generała Fieldorfa i rotmistrza Witolda Pileckiego.
Pułkownik Kukliński nadal musi przebywać na obczyźnie, gdyż uznawany jest, o
hańbo, za przestępcę.
W wolnej Trzeciej Rzeczypospolitej,
to prawda, nie grozi mu już kara śmierci, ale 25 lat więzienia, gdyż sąd, o
ironio, okazał się łaskawy i nie żąda nadal jego głowy. Tak odwdzięcza się wolna
Polska jednemu z najdzielniejszych swoich synów. A przecież z narażeniem życia
własnego i rodziny czynił wszystko, by Polska mogła jak najszybciej zerwać pęta
zawisłości od ZSRR i stała się niepodległą, suwerenną.
Jestem wydawcą wspomnień i autorem
biografii Józefa Kalinowskiego, dziś św. Rafała Kalinowskiego. Jako kapitan
armii carskiej zgromadził mapy twierdz rosyjskich w Królestwie Polskim, które
następnie przekazał władzom powstania styczniowego, sam będąc później
kierownikiem wydziału wojny na Litwie. Z jego inicjatywy wspomniane mapy sztabu
rosyjskiego przesłano do Paryża, do sztabu Napoleona III.
Pytam, czy św. Rafał Kalinowski był
zdrajcą? Przenigdy, był gorącym polskim patriotą.
Zwracam się do rządu
Rzeczypospolitej Polskiej, do rzecznika praw obywatelskich, w szczególności do
niego, z gorącą prośbą, by zamiast zajmowania się eksmisją religii i krzyży ze
szkół polskich uczynił wszystko, ażeby sąd krzywoprzysiężny i prokurator, którzy
skazali pułkownika Kuklińskiego, “odszczekali", ostrzejszego wyrazu nie
znajduję, dawną swą decyzję. A nowy niezawisły sąd Rzeczypospolitej Polskiej
uwolnił pułkownika Ryszarda Kuklińskiego od przypisanej mu niegdyś winy i kary.
O to samo proszę pana prezydenta
Wałęsę. W imię dobra i honoru Polski niepodległej niech dokona Pan z wyżyn swego
urzędu pełnej rehabilitacji bohatera naszych czasów, który dobrze zasłużył się
Polsce. (Oklaski)
(Głos z sali: Ktoś tu
zwariował.)
< powrót do: przemówienia senackie