

IX kadencja Sejmu
I sesja Sejmu - 3 posiedzenie z 27 listopada 1985 r.
Łączna dyskusja nad projektami budżetu i planów finansowych na 1986 r. oraz projektami ustaw o
Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego oraz o centralnych funduszach na rozwój nauki i techniki.
Poseł Bender Ryszard
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Proszę wybaczyć chwilę milczenia. Nie byłem
na tej trybunie ponad 5 lat. Chciałem przemawiać podczas poprzedniego
posiedzenia Sejmu, gdy pan Premier wygłaszał expose, niestety, Konwent Seniorów
zdecydował, że przemówią wyłącznie przewodniczący klubów i kół poselskich.
Godności takiej nie piastuję, ustąpiłem. Nie uważam jednak, że dobrze się stało,
iż do expose Premiera, nowego Premiera, ustosunkowało się tylko sześciu mówców,
osobistości oficjalnych. A była okazja do szerokiej, nie chcę powiedzieć,
burzliwej dyskusji, tak jak to się dzieje na całym świecie. Stąd też dziś nie
tylko o sprawach finansowo-gospodarczych słów kilka powiem. Te ostatnie przecież
wiążą się z całokształtem sytuacji w kraju.
Rozglądam się z zaciekawieniem, nie było mnie pięć lat. Od lewa do prawa w izbie
poselskiej nowe twarze, inni ludzie w większości, w ławach Rady Państwa i w
ławach rządowych. Nie widzę butnych wszystkowiedzących postaci, tych, którzy
"drugą" Polskę zamierzali budować. Drugiej Polski nikt nie zbuduje, bo istnieje
od tysiąca lat jedna, jedyna Rzeczpospolita Polska, złożona przez zaborców do
grobu, po 123 latach niewoli, jak Fenix z popiołów powstała 11 listopada 1918
roku. I mimo późniejszych zawieruch dziejowych trwa i istnieć będzie wiecznie,
bo taka jest wola narodu.
Wyrażam, Panie Premierze, przekonanie, że podobnie jak poprzedni gabinet
rządowy, tak i Pański, do tej zaprzeszłej, dziwacznej, drażniącej uczucia
patriotyczne terminologii nie powróci. Marzę natomiast - i chyba nie ja jeden w
tej Wysokiej Izbie i w kraju - że 11 listopada, który w tym miesiącu czciliśmy w
sercach i w świątyniach, znowu będzie czczony jako święto państwowe, jednoczące
wszystkich Polaków. Byłby to krok ku realnemu pojednaniu narodowemu. Czuję,
obym się nie mylił, że nastał właściwy moment - mamy nowy Sejm, nową Radę
Państwa, nowy Rząd, spójrzmy śmielej w przeszłość i w przyszłość. 11 listopada.
Nie podzieli ta data społeczeństwa. Zespoli naród.
Wysoka Izbo! Wymówiłem słowo naród. Wielkie to słowo. Obejmuje ono wielość
postaw obywatelskich, koncepcji politycznych, społecznych, ideowych. Tutaj, w
tej Izbie, od wyborów w 1957 roku utrwaliła się tradycja, że istniało nieduże,
symboliczne, zazwyczaj 5-osobowe katolickie koło poselskie, bliskie hierarchii
kościelnej. Zgrupowani w nim posłowie działali we własnym imieniu i na własną
odpowiedzialność, ale w ścisłej łączności z Episkopatem Polski. Aż do Sejmu
obecnej kadencji było to zjawisko trwałe. Najpierw istniało Koło Poselskie
"Znak", od 1981 roku - Koło Poselskie PZKS, od połowy natomiast 1984 roku,
kiedy to PZKS - jako organizacja - stracił łączność z Kościołem, ukonstytuowało
się Katolicko-Społeczne Koło Poselskie. Uczestniczyli w nim posłowie: Wacław
Auleytner, Rudolf Buchała, Janusz Zabłocki. Ubolewam, że nie mieli oni
możliwości kandydowania w wyborach do obecnego Sejmu. Janusz Zabłocki,
przewodniczący Koła, przez szereg kadencji zyskiwał duże uznanie w Izbie
Sejmowej, w licznych kręgach katolickich, w szczególności w środowisku ODiSS,
któremu patronuje prof. Czesław Strzeszewski, nestor katolickiej myśli
społecznej w Polsce, ostatni żyjący członek Rady Społecznej powołanej przed
wojną przez Prymasa Polski kardynała Augusta Hlonda.
Nie będę ukrywał, że nie uważam za zjawisko korzystne, iż obecnie nie ma w
Sejmie Katolicko-Społecznego Koła Poselskiego. Powstaje pytanie - czy jeden lub
dwóch posłów tejże lub zbliżonej orientacji katolicko-społecznej ma tworzyć
Koło. Wymaga to zastanowienia.
Wysoki Sejmie! Podnoszę tę kwestię, gdyż chodzi o sprawy narodu, o dobro
państwa, u którego steru stanął nowy Rząd, a przed nim - jak wynika z expose
pana Premiera cały splot spraw międzynarodowych, geopolitycznych, narodowych,
gospodarczych, socjalnych.
Te ostatnie gospodarczo-finansowe, przedstawione przez Rząd, dzisiaj
szczegółowo rozpatrujemy. Fakt to nie często spotykany w świecie, że Rząd
socjalistyczny, a większość społeczeństwa - katolicy, którzy mają świadomość
własnej etyki, nie tylko indywidualnej, ale i społecznej. Tę ostatnią
konkretyzują papieskie dokumenty społeczne od wydanej w 1891 roku przez Leona
XIII encykliki "Rerum novarum", po "Labore exercens" Jana Pawła II z1981roku.
Za rzecz więc ze wszech miar zrozumiałą należy uznać słowa Prymasa Polski
księdza kardynała Józefa Glempa wypowiedziane na Jasnej Górze w dniu 26 sierpnia
1985 roku. Stwierdził on wówczas: "Zjawisko religijności jest w Polsce tak
powszechne, że trzeba ludzi wierzących włączać także do życia publicznego w
kraju".
Odpowie ktoś - problem to wydumany. Przecież wszędzie są katolicy, pracują na
roli, w fabrykach, w urzędach. Replikuję - nie jest to problem wydumany. Jakieś
niepisane prawo obowiązuje w naszym życiu publicznym. Powoduje ono, że w Polsce
katolicy zbyt rzadko aktywność zawodową i społeczną motywują światopoglądowo.
Istnieje nadmierna anonimowość. Pragmatyzm to sprawia. Zbyt wiele przykładów
świadczy o tym, że motywacja ideowa, inna niż z pozycji tzw. światopoglądu
naukowego, przeważnie eliminuje z aktywnego uczestnictwa w życiu publicznym, a w
każdym razie z pełnienia funkcji kierowniczych. Usłyszę odpowiedź:
wicepremierami w PRL zostawali katolicy, przedstawiciel Stowarzyszenia "Pax"
jest zastępcą Przewodniczącego Rady Państwa. To na szczycie. A w dole? Proszę
wskazać ekonomistów, prawników, nauczycieli, którzy pełnią kierownicze funkcje w
swoich miejscach pracy nie anonimowo, ale z podkreśleniem swojej
chrześcijańskiej postawy ideowej. Niestety, z reguły muszą zachowywać
anonimowość, by nie gorszyć - jak usłyszałem kiedyś - środowiska. Jestem
przekonany, że gdyby istniały szersze możliwości uzewnętrzniania w pracy
motywacji wynikającej z zasad etyki katolickiej, to efekty dla kraju
działalności ludzi wierzących, i tak duże, byłyby jeszcze większe. Kiedy to się
stanie?
Sądzę, Wysoka Izbo, że wtedy, gdy obywatele odczują, że państwo we wszystkich
swych strukturach, tych centralnych i ważniejsze jeszcze - terenowych, jest
otwarte, neutralne światopoglądowo, że nie wspiera swym mocnym ramieniem
jednego, wybranego światopoglądu nawet, jeśli określa on siebie naukowym. Prawo
obywateli do tożsamości światopoglądowej w życiu publicznym musi stać się
oczywiste. Przyspieszy to porozumienie narodowe, tak nam potrzebne.
Wysoka Izbo! Wydarzenia sierpniowe 1980 roku wniosły do naszego życia
społecznego wiele bardzo cennych wartości. Przede wszystkim poczucie
podmiotowości obywatelskiej. W jednej z wypowiedzi prasowych w okresie
przedwyborczym wspomniałem, iż jest sprawą istotną, ażeby wszystkie aktywa
pobudzone sierpniem 1980 roku, które są korzystne dla rozwoju społecznego i
państwa, znalazły - mimo 13 grudnia 1981 roku - rezonans w życiu publicznym
kraju. Wyraziłem wtedy i wyrażam nadzieję, że Sejm IX kadencji doceni znaczenie
tych wartości, które wniosła "Solidarność" i spowoduje w ramach aktualnych
możliwości ich uwzględnienie w praktyce społecznej.
Jak wielką energię wydobyła "Solidarność" ze społeczeństwa nie muszę udowadniać.
Nie muszę też udowadniać, że idee te są nadal bliskie znacznej części
społeczeństwa. To są realia i trzeba je widzieć. Możemy o tym nie mówić, owszem
- ale cóż to da. Nie wolno powtórzyć błędu, który popełniły poprzednie ekipy
władzy wobec problemu Armii Krajowej. Żołnierzy i oficerów AK zepchnięto na
margines życia społecznego, zaprzepaszczając dla kraju ich energię i
patriotyzm. W ostatnich latach nastąpiła zmiana na lepsze, to prawda. Dlaczego
jednak nie wcześniej, dlaczego nie w porę? Już poprzedni gabinet wykazywał dużą
determinację w działaniu zmierzającym, gdy tylko okazywało się to możliwe, do
zmniejszania dolegliwości następstw 13 grudnia 1981 roku. Chcę wierzyć Panie
Premierze, że obecny gabinet, któremu Pan przewodniczy, pójdzie ta samą drogą.
Wysoki Sejmie! Ku zgodzie, ku pojednaniu narodowemu zmierzamy. Tym bardziej
musimy mówić o wielu sprawach wprost i otwarcie. Musi w tej materii zapanować
consensus omnium. Zaraz po 22 lipca 1944 roku, mimo różnic politycznych
przeogromnych i walk krwawych, coraz powszechniejsze prawo obywatelstwa zyskiwał
nakaz obrony biologicznej narodu, niedopuszczenia do dalszego upustu krwi
polskiej. Rozumieli to prawie wszyscy, nie tylko z lewa.
Dziś, po czterdziestu latach musimy być równie roztropni. Państwo wyprowadzone
przed 67 laty z niewoli, odtworzone po zmaganiach Polaków w kraju i na frontach
II wojny światowej, nie może się już więcej zachwiać, to jest zbyt
niebezpieczne dla Polski, dla Europy, dla naszych sąsiadów również. Silna
wewnętrznie Polska, zasobna gospodarczo, nowoczesna - to pokój w Europie i na
świecie.
Jawi się więc nakaz wspólnej troski o państwo i godne życie narodu. Nie może
nam zagrozić cywilizacyjny niż, musimy nadrobić i to szybko zacofanie
technologiczne, które dostrzegamy wszyscy, a młodzież w szczególności. Nie
możemy utracić należnej nam pozycji wśród narodów Europy.
Troskę o cały splot ważnych dla państwa spraw, zwłaszcza lepszych rozwiązań
organizacyjnych w zarządzaniu państwem dostrzegłem w Pańskim expose, Panie
Premierze. Dzisiejsza debata też o tym świadczy. Uważam za ważny krok redukcję
ministerstw, określę je, pozaprzemysłowych. Mam nadzieję, że i na redukcję
pozostałych przyjdzie kolej. Był bowiem czas, wcale nie przed wojną, w Polsce
Ludowej, że istniało jedno, zwarte ministerstwo przemysłu i handlu. Nie
opuszcza mnie natomiast wątpliwość, czy trzeba było tworzyć stanowisko Ministra
do Spraw Młodzieży. Młodzież z natury swej nie lubi kanalizowania jej spraw w
jednym, nawet najsprawniejszym nurcie. Może się mylę, ale novum to dłuższej
próby czasu nie wytrzyma. Szczęść Boże jednak Panu, Panie Ministrze
Kwaśniewski. Chcę wierzyć, że podejmie Pan w sposób niesztampowy, inny niż
dotąd to czyniono, problemy istotne dla młodzieży polskiej, światopoglądowo
pluralistycznej, w większości swej wierzącej, jakże często głęboko wierzącej.
Tej ostatniej pragnienia, mam nadzieję, dostrzeże Pan również.
Troska o państwo musi objąć wszystkie grupy społeczne - tych, co rządzą i tych,
którzy określają się jako opozycja. Stale w inicjatywach zmierzających ku temu
celowi pierwszym musi być Rząd, gdyż jest - Panie Premierze - i stroną, i
arbitrem zarazem. A opozycja powinna zawsze dobrze się zastanowić, czy każda
inicjatywa rządowa zasługuje na - nie. Od tego, jak rozwiążemy wewnętrzne
sprawy Polaków będzie zależało jutro Polski, a w niej młodego pokolenia. Rośnie
ono dziś w krytycyzmie wobec poczynań dorosłych, to dobrze, ale niekiedy nie
dostrzega ono sensowności zjawisk życia społecznego, które je otacza. To już
zmusza do refleksji, jak temu zaradzić, jak trafić do umysłów i serc młodych
Polaków. Myśleć o tym musimy wszyscy.
Do spraw tych dochodzą problemy zdrowotności Polaków. Trzeba czynić ponadto
wszystko, Panie Ministrze Jarzębski, żeby nie zagroziła nam katastrofa
ekologiczna, która już puka do bram.
A sprawa reformy gospodarczej. Nie będę ukrywał Panie Premierze, zapewne
dochodzą i do Pana sygnały, iż część społeczeństwa niepokoi się o jej losy.
Fakt, że nie istnieje już urząd, na którego czele stał pan Minister Baka
wywołuje w opinii publicznej różne domysły. Pojawiają się głosy, aluzje, także
w publikacjach, że reforma może być, najoględniej mówiąc, przyhamowana. Nie
dopuśćmy do tego. Nic innego alternatywnego dla gospodarki naszej nie
wymyślimy. Chyba, że będziemy powracać do wzorców z przeszłości, które już
wystarczająco dały się nam we znaki. Wielu Polaków wiąże nadal z reformą
gospodarczą nadzieje na wyjście Polski z kryzysu gospodarczego, na przyszłe
dostatniejsze życie własne i dzieci. Oby nie uległa ona załamaniu.
Realizacja Centralnego Planu Rocznego, skromnego, gdyż ciążą skutki chaosu
gospodarczego poprzednich ekip władzy, niechże reformę gospodarczą wspomaga.
Otwarcie powiedzmy - nie jest to plan na miarę marzeń. Czyż może bowiem
działać mobilizująco zakładany w Centralnym Planie Rocznym na rok przyszły
wzrost dochodu narodowego o niespełna 3,5%, albo fakt, że przewiduje się w 1990
r. spożycie na jednego mieszkańca o kilka procent niższe od tego, jakie
mieliśmy w ... 1978 r.? Potrzebny nam jest realny plan, ale i plan odważny, plan
mobilizujący do wielkich czynów.
Wysoki Sejmie! Rząd w dążeniu do wyprowadzenia kraju z kryzysu społecznego i
gospodarczego winien uzyskać poparcie różnych grup społeczeństwa i zabiegać o
nie. Są w kraju rozliczne kręgi, grupy ludzi małe i większe, o dużym znaczeniu
społecznym, które przez sam fakt wzięcia udziału w procesach decyzyjnych mogłyby
im nadać większą wiarygodność i skuteczność - także w dziedzinie ekonomiki.
Trzeba te środowiska, jak się niekiedy określa „środka", dostrzec i pozyskać
dla przynajmniej niektórych wspólnych celów. Z Polakami można zdziałać wiele,
tylko należy chcieć i umieć się z nimi dogadać.
Jedna organizacja społeczna, nawet tak eksponowana jak PRON, wszystkiemu nie
podoła. Nie słyszałem zresztą, ażeby PRON stał się czynnikiem umożliwiającym,
na przykład z pozycji chrześcijańskich, działalność w życiu gospodarczym,
kulturalnym, w szkolnictwie, zwłaszcza na prowincji. Może się mylę. Nie byłem
nigdy i nie jestem członkiem PRON. Nie wiem zapewne wszystkiego. Czytałem
natomiast w ubiegłym miesiącu w "Życiu Warszawy", że opinie PRON nie zawsze
docierają do władz i zbyt rzadko są słyszane publicznie.
Wysoka Izbo! Dlaczego poruszam tę sprawę? Dlatego, że lękam się
zinstytucjonalizowania przejawów opinii publicznej. W przeszłości byliśmy tego
świadkami. Słyszeliśmy enuncjacje Frontu Jedności Narodu ... o jedności
społeczeństwa. Aż przyszedł sierpień 1980 r. i ukazał w zwierciadle tę jedność.
I dziś tani optymizm niekiedy wraca. Bije on szczególne rekordy w wystąpieniach
rzecznika rządowego pana Ministra Jerzego Urbana. Bóg z nim. Może inaczej nie
potrafi. Za szczególnie szkodliwy natomiast uważam fakt, że pan Minister Urban
poucza polski Kościół rzymskokatolicki o właściwych formach pracy
duszpasterskiej, gdy ironizuje, jak miało to miejsce 5 listopada br., że Kościół
wyraża „współczucie ludziom uwięzionym, gdy spotka ich kara". A kiedy ma to
współczucie wyrażać? Od czasów cesarstwa rzymskiego Kościół niósł pomoc i
pociechę duchową więźniom. To jego i nas wszystkich chrześcijan ewangeliczna
powinność.
Mam w ręku kopię pisma Sekretariatu Episkopatu Polski z 30 października 1985 r.
skierowaną do nas, do posłów, do Sejmu PRL. Czytamy w nim: "Wysoki Sejmie! Słowa
o dialogu i porozumieniu tracą na wiarygodności wobec przetrzymywania osób w
aresztach i zakładach karnych za czyny niekryminalne. W
trosce o pokój społeczny Episkopat Polski zwraca się do Sejmu Polskiej
Rzeczypospolitej Ludowej o podjęcie inicjatyw zmierzających do ich
uwolnienia."
Z prasy, radia, telewizji wiemy, że już pierwsze kroki w tym kierunku władze
państwowe podjęły. To bardzo dobrze. Po nich niech przyjdą następne. Niech
zwolnienia z więzień i aresztów obejmą również przetrzymywanych tam 5 studentów
mojej uczelni Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Nie słyszałem, żeby
którykolwiek z nich został już zwolniony. Apeluję o to do Pana, Panie Ministrze
Sprawiedliwości, do Pana, Panie Prokuratorze Generalny. Pokój społeczny jest
bowiem dziś dla narodu najważniejszy. Podkreśla to Kościół w Polsce od dawna.
Proszę pozwolić, że zakończę wystąpienie słowami wielkiego Polaka, Stefana
kardynała Wyszyńskiego. Powiedział on w 1974 r.: "Szczególną zasługą Kościoła
jest, że nigdy nie opuścił narodu polskiego i nie przestał działać nawet w
najtrudniejszych sytuacjach. Chciejmy to sobie uświadomić, gdy mówimy o
ułożeniu właściwych stosunków między narodem a Kościołem, między państwem a
Kościołem w naszej ojczyźnie". (Oklaski)
< powrót do: przemówienia sejmowe