

VII kadencja Sejmu
II sesja Sejmu - 8 posiedzenie z 31 marca 1977 r.
Łączna dyskusja nad informacją Rządu oraz projektem ustawy o dalszym zwiększeniu emerytur i rent.
Poseł Bender Ryszard
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
Komparatystyka, porównawcze ujmowanie problemów, jest metodą bardzo owocną dla
analizy wielu zjawisk, ale jakże ją zastosować do dzisiejszych naszych obrad
dotyczących polityki socjalnej, tak z rozmachem prowadzonej w naszym kraju.
Polityka socjalna zapoczątkowana w Polsce po grudniu 1970 roku pod względem
intensywności nie ma sobie równej w powojennych dziejach naszego kraju. Milowymi
krokami nadrabia zaległości. Podejmuje inicjatywy, których nie ośmielały się
ruszyć poprzednie ekipy rządzące. Poprzestawały one zazwyczaj na tym co przed
pół wiekiem zainicjowano w tym zakresie. Szukam analogii historycznej. Śmiało
chyba rzec można, bez przesady, że od przełomu lat 1918/1919, od czasu PPS-owsko
Wyzwoleniowego rządu Jędrzeja Moraczewskiego, dopiero po grudniu 1970 roku
Edward Gierek z nowym Biurem Politycznym pchnął lawinę wielorakich rozwiązań
palących problemów socjalnych. Nastąpiło m.in. ubezpieczenie rzemieślników -
bliskich klasie robotniczej swoją znojną pracą, taką, jak ich - zwiększono
urlopy macierzyńskie dla kobiet, umożliwiono szybsze przechodzenie na emeryturę
niewiastom i mężczyznom o długim stażu pracy, objęto bezpłatną opieką lekarską
indywidualnych rolników i ich rodziny. W przygotowaniu jest, jak się
dowiedzieliśmy dzisiaj z informacji Prezesa Rady Ministrów, akt prawny dotyczący
zapewnienia indywidualnym rolnikom emerytur. Należy sobie życzyć jedynie, ażeby
Rząd jak najszybciej odpowiedni projekt ustawy skierował do laski
marszałkowskiej.
Wysoka Izbo! Przejdę do projektu
ustawy najbardziej związanej z programem socjalnym, zaprezentowanym w
wystąpieniu pana Premiera, do projektu ustawy o dalszym zwiększaniu emerytur i
rent. Od siebie i w imieniu kolegów z Koła Poselskiego "Znak" stwierdzić pragnę,
iż generalnie nań patrząc, jest to dobry, omówię może mało dosadnie - bardzo
dobry projekt. Stanowi on znaczny krok naprzód w dotychczasowym ustawodawstwie.
Sukcesywnie, jak wiemy z materiałów nam przedstawionych, w ciągu czterech lat,
od bieżącego roku począwszy po rok 1981, podwyżką objętych zostanie 2,6 mln
świadczeń przyznanych do końca 1974 r. I to nie tylko z systemu powszechnego
zaopatrzenia emerytalnego, ale i z innych systemów: spółdzielczego, agencyjnego,
rzemieślniczego itd.
Na rok 1981 najniższą kwotę
emerytury projekt ustala na 2000 zł, chociaż jeszcze na VIII Kongresie Związków
Zawodowych wydawało się, że poza emeryturę w wysokości 1800 zł w 1980 r. nie uda
się wyjść.
Wzrastają stawki procentowego
naliczania emerytury od zarobku w części do 2000 zł o 10%, a w pozostałych o 5%,
przy rentach zaś rodzinnych ten procentowy wzrost jest jeszcze większy.
Znacznie podwyższana została, bo do
24 tys. zł rocznie, a w szczególnych wypadkach, jak z materiałów nam doręczonych
wiemy, będzie jeszcze mogła być wyższa, górna granica zarobków nie powodująca
zawieszenia emerytury. Bardzo ważne to postanowienie. Bezsprzecznie pomagamy tym
emerytom, pomagamy w ten sposób jednak i sobie. To też warto podnieść. Potencjał
ich wiedzy, ich talentu, doświadczenia nadal stoi dla nas otworem. Nie wolno z
tego potencjału nic uronić, mimo ze ludzie ci przeszli na emeryturę.
Szczególną chwałę obecnemu
projektowi przynosi uhonorowanie ponad 0,5-milionowej rzeszy najstarszych
wiekiem emerytów i rencistów. Po raz pierwszy w dziejach naszego kraju
przejawiamy taką troskę o tych sędziwych ludzi. Ci spośród nich, którzy
osiągnęli lub osiągną po wejściu w życie ustawy 80 lat uzyskają od razu
najwyższe świadczenia przewidziane dla innych w 1981 roku. Otrzymają oni ponadto
nowe świadczenia przysługujące obecnie inwalidom I grupy, mianowicie 500-złotowy
dodatek. I to bez obowiązującej dotąd, trudnej niekiedy przy ich wieku i
krępującej - jak to trafnie zauważyła sprawozdawczyni poseł Irena Sroczyńska z
Komisji Pracy i Spraw Socjalnych - procedury orzekania o inwalidztwie. Dla wielu
taka procedura była krępująca. Z kolei osoby 75-letnie podwyżkę emerytur i rent
uzyskają w dwóch etapach w bieżącym roku i w 1979 r. Tu chciałbym chwilkę się
zatrzymać. Też ważne to postanowienie, że w dwóch etapach otrzymają oni
emerytury. Zauważyć jednak trzeba, iż z tzw. tablicy wymieralności wynika, że
właśnie tuż po osiągnięciu 75 lat życia zwiększa się gwałtownie umieralność. Czy
więc w przyszłych aktach prawnych nie obniżyć wieku sędziwego do 75 lat i tym
osobom, które ten wiek osiągnęły nie przyznać dodatkowych świadczeń socjalnych?
Warto to chyba w przyszłych projektach rządowych rozważyć.
Wysoka Izbo! W przedrozbiorowej
Rzeczypospolitej Polskiej panis bene merentium - ten chleb dobrze zasłużonych -
otrzymywali dobrze urodzeni w postaci starostw niegrodowych. Dziś starostw nie
ma, podobnie jak wójtostw, chociaż cieszą ucho brzmieniem starodawnym sołtysi i
wojewodowie, niedawno do języka codziennego z powrotem wprowadzeni. Inne zresztą
obecnie czasy, inne prawa, inne obyczaje. Nie starostw wymaga pełen zasług dla
kraju wiek sędziwy i trud pracy podjętej nierzadko jeszcze w latach zaborów, a
kontynuowany w Polsce odrodzonej i za władzy ludowej. Nagrodą słuszną dla tych
ludzi - uprzywilejowany w dobrym słowa znaczeniu - system emerytalny, który
dzisiaj uchwalamy.
Przysłowie mówi, że nie ma rzeczy
doskonałej pod słońcem. Tak więc i w omawianym projekcie ustawy - Rząd chyba nie
odbierze tego z nadmierną krytyką - jawią się pewne braki. Zastanówmy się więc
nad paru kwestiami, np. robotników, byłych chłopów, którzy późno zaczęli pracę
zawodową; może im zabraknąć tych kilku lat potrzebnych do stażu pracy, przy
którym przysługuje emerytura. Czy będą jej pozbawieni, czy nie? Czy nie warto w
przyszłym projekcie - jeżeli to jest już uwzględnione, to dobrze - nad tym się
zastanowić?
Chciałbym zwrócić uwagę również na
problem emerytur socjalnych. Chodzi o osoby, które by w jakiś sposób nie
uzyskały praw do emerytury. To są nieliczne wypadki, ale są. Komuś zabraknie
parę lat pracy, ktoś inny miał wypadek losowy. Dam skrajny przykład - sklepikarz
bankrutuje (to u nas nie grozi, sklepikarz nie zbankrutuje), ale jeżeli taka
sytuacja będzie miała miejsce, czy ma iść po opiekę socjalną do pomocy
społecznej, czy byłyby przewidziane emerytury socjalne? Tutaj, w tym wypadku,
brzmienie też nie jest bez znaczenia. Nie ruszamy dotychczas w ustawie kategorii
inwalidztwa, ich liczby. Są trzy kategorie inwalidztwa - czy nie pomyśleć o
czterech lub pięciu? Może byłoby wówczas łatwiej właściwie ustawić sprawę. Nie
przeprowadza się nowych charakterystyk inwalidztwa. Wczoraj mówiono mi o takim
wypadku, że dyrygent, który był w terenowych wyjazdach ze swoją orkiestrą, na
skutek przeciągów (w które niektórzy nie wierzą, a jednak one w grę wchodzą) -
stracił słuch. Poza tym to człowiek zdrowy, silny. Dostał jednak trzecią
kategorię inwalidztwa. Przecież w jego zawodzie to jest pierwsza kategoria
inwalidztwa. Zastanowić się nad tym warto, czy nie należałoby tych spraw jeszcze
raz przemyśleć. W projekcie, nad którym debatujemy, inwalidzi, którzy doznali
wypadku przy pracy lub ulegli chorobie zawodowej w okresie od 1 stycznia 1968 r.
do 31 grudnia 1975 r. będą od maja 1977 r. mieli nieco korzystniejsze renty i
uprawnienia do pobierania połowy renty obok emerytury (w przypadku odpowiedniej
wysługi lat). Jednak art. 16 ust. 1 projektu ustawy przewiduje, iż osoby, którym
podwyższono renty w myśl art. 2, nie mogą po dniu wejścia w życie ustawy
dochodzić od zakładów pracy roszczeń z tytułu uszczerbku zdrowia, będącego
następstwem tego wypadku lub tej choroby.
Z takiego ujęcia może wynikać, iż
począwszy od 1 maja 1977 r. wspomniani poszkodowani będą pozbawieni tzw.
zadośćuczynienia za doznaną krzywdę (w wysokości 30 - 50 tys. zł). Wydaje się,
że to nie może i nie powinno leżeć w intencjach ustawodawcy. Poza tym zakład
pracy, który nie dba o odpowiednie warunki bezpieczeństwa swoich pracowników,
powinien w razie wypadku świadczyć na rzecz tego pracownika. Nie może on być
premiowany zdjęciem z niego świadczeń na rzecz pokrzywdzonego. Nie wszystko poza
tym należy przerzucać na państwo. Nie musi ono, a nawet nie powinno odpowiadać
za niedbalstwo podstawowych ogniw gospodarczych.
Budzi również zastrzeżenia
projektowana w art. 2 ust. 1 zasada zachowania dla tych poszkodowanych,
inwalidów, jedynie dotychczasowej podstawy wymiaru renty, podczas gdy ustawa ma
na celu, w generalnym odczuciu, aktualizację rent w sensie dostosowywania ich do
panujących warunków ekonomicznych. Należy pamiętać też, że renta, nawet
najwyższa, nie wyrówna świadczeń uzyskiwanych w latach zatrudnienia. Odpadają
chociażby korzyści wynikające często ze wzrostu wydajności pracy. Nie mówię już
o godzinach nadliczbowych, premiach itp.
Dodatkowa kwestia związana z
problemem, nad którym debatujemy: renciści i emeryci szybko też zaczynają
odczuwać gorsze warunki mieszkaniowe. Pan Premier mówił, jak to nasze
budownictwo wzrasta skokowo, niemniej trudności obiektywne są wyraźne, a w
przypadku rencistów szczególnie się uwypuklają. Mieszkania są u nas
dwupokoleniowe. Gdy zjawia się trzecie pokolenie, dziadkowie emeryci - często
oni sami to proponują - otrzymują z reguły najmniejszą powierzchnię
mieszkaniową, mimo iż całą niegdyś nabyli. Ileż konfliktów i waśni to wywołuje.
Obok więc finansowych problemów rewaloryzacji emerytur i rent, pomyśleć
należałoby o pozostałej materialnej stronie związanej z tym problemem. Czy nie
udałoby się zwiększyć pewnej liczby mieszkań, tych małych, przeznaczonych dla
emerytów M-1 czy M-1 1/2, i przyznać je sposobem dożywotnim emerytom i
rencistom?
Domów starców czy, jak zgrabnie się
mówi, domów złotego wieku nadal u nas niewiele, a w nich ciasnota i warunki
nierzadko złe. Należy przełamać tę barierę jeszcze jedną, niestety, w
budownictwie i wyjść naprzeciw 75-, 80- latkom. Kiedy czynimy krok jeden w
ustawie emerytalnej - warto byłoby pomyśleć o drugim.
Skoro mówimy o domach dla ludzi
wiekowych, to nie zapominajmy o atmosferze w nich panującej, bo przy ciasnocie
ta atmosfera wymaga ogromnego poświęcenia od osób opiekujących się staruszkami,
a nie administracyjnego odfajkowania codziennych czynności. Tutaj chciałbym
zwrócić uwagę na kościół. Jego wyspecjalizowane zgromadzenia zakonne i dziś
służą swymi siłami w wielu domach dla beznadziejnie chorych. Czy nie rozszerzyć
samarytańskiej pracy chociażby zakonnic na owe domy złotego wieku, jeśli ich
praca ozłocić może rzeczywiście wiek sędziwy wielu emerytom czy rencistom?
Czy nie zwiększyć możliwości tym
zakonnicom, które mają przygotowanie zawodowe, pielęgniarskie i w innych
umiejętnościach związanych ze szpitalnictwem? Czy nie zwiększyć ich udziału w
opiece nad chorymi w szpitalach? . Bo tam nie tylko brak jest łóżek, ale dziś
alarmują nas, że również brak jest obsługi pielęgniarskiej. To również wysuwam
pod rozwagę.
Wysoki Sejmie! Wydaje mi się, że w
odniesieniu do całej ustawy ważne będzie w przyszłości dostosowanie jej
postanowień do zmieniającej się stale sytuacji ekonomicznej i pieniężnej
ludności.
Należało będzie w drodze
przewidzianych przepisów wykonawczych dokonywać periodycznie rewaloryzacji
emerytur i rent stosownie do ogólnego wzrostu płac, kosztów utrzymania i cen,
zwłaszcza artykułów powszechnego użytku.
Obok stałej troski o okresową
rewaloryzację emerytur i rent, jeszcze jeden moment i to niebagatelny wiąże się
z omawianą ustawą. Poważnie łagodzi ona - to prawda - tzw. stary portfel rent,
dokuczliwy, żeby nie powiedzieć krzywdzący dotąd dla wielu. Bogu dzięki, że
doczekaliśmy chwili, w której państwo nasze stać na odejście od tego portfela.
Problem jednak w tym, żeby nie wytworzył się nowy stary portfel. Podwyżki bowiem
emerytur i rent przewidziane są w 4 etapach na 4 lata do 1981 r. A potem?
Nadzieja w tym, co usłyszeliśmy w expose rządowym o dalszej długofalowej
polityce socjalnej. Należy liczyć też, że dojdzie z czasem do kodyfikacji
ubezpieczeń. Należy również sądzić, że podejdzie ona do sprawy emerytur i rent w
sposób dynamiczny, powiąże je z naturalnym ruchem płac, cen i kosztów
utrzymania.
Obywatele Posłowie! Zdajemy sobie
sprawę, że realizacja uchwalanej obecnie ustawy emerytalnej będzie wymagała
wielkich nakładów finansowych ze strony państwa. Wysiłek Rządu w tym zakresie
doceniamy. Należy sądzić, że sami zainteresowani, jak też ogół społeczeństwa
zdaje sobie sprawę, że rozwój ustawodawstwa socjalnego zależeć będzie od wyników
pracy ludności naszego kraju. Fundusz ubezpieczeń społecznych wzrastać może
naturalnie tylko wraz ze wzrostem dochodu narodowego. Ten zaś wiąże się
organicznie z dobrą pracą wszystkich tych, którzy przejdą z czasem na emeryturę.
Wiele jednak zależy i od tych, co Rzecząpospolitą władają - od Rządu. Właściwa
organizacja pracy w całokształcie życia gospodarczego podległego Rządowi wiele
może dokonać.
Podwyżka emerytur i rent już w
części tylko bieżącego roku pochłonie - jak słyszeliśmy w tej Izbie - dodatkowo
5 mld zł, a w latach następnych, w każdym roku wymagać będzie 18 mld zł.
Wzrośnie więc dość raptownie siła nabywcza ludności i to najmniej dotychczas
zarabiającej. Te pieniądze tej grupy ludności - jak można przewidywać -
przeznaczone zostaną na artykuły podstawowe, masowej konsumpcji, także
żywnościowe. Stąd apel znowu do Rządu, do ministerstw, od których zależy
właściwe nasycenie rynku, o wytworzenie przez podległe im przedsiębiorstwa
artykułów, na które skierowany zostanie strumień pieniędzy uzyskany z podwyżek
emerytur i rent. Apel jednocześnie o taką politykę rolną, która zapewniając
całemu rolnictwu, również rolnictwu indywidualnemu stabilność i pomoc, zachęci
rolników do wszechstronnej produkcji rolnej i właściwej hodowli.
W związku ze wzrostem siły
nabywczej ludności, dzięki nowemu systemowi emerytalnemu, nie może dojść do
najmniejszego zachwiania równowagi rynkowej. Musimy systematycznie wychodzić z
trudności ekonomicznych, które ujawnił czerwiec ubiegłego roku i bolesne
wydarzenia tamtych dni. Spraw tych - jak powiedział w czasie debaty grudniowej
wiceprzewodniczący naszego Koła Poselskiego "Znak" Janusz Zabłocki - "nie możemy
wymazać z naszej świadomości. Musimy - cytuję nadal - nade wszystko umieć z nich
wyciągnąć pozytywne wnioski dla przyszłości".
W ustawie, nad którą debatujemy,
przy jej jakże licznych pozytywach, jedna kwestia budzi wyraźny niedosyt. Mam na
myśli dodatek rodzinny na żonę emeryta wychowującą dzieci.
Podwyższenie tego dodatku ze 120 do 200 zł - ¬proszę wybaczyć koleżanki i
koledzy posłowie - to wygląda trochę żartobliwie. Nie chciałbym interpelować
Pana Ministra Rudolfa o sekret stanu, ale tak przypuszczam, że koncepcję tej
części ustaw musieli układać kawalerowie, bezdzietni albo wdowcy, inaczej trudno
sobie wytłumaczyć tę podwyżkę zaledwie 80-złotową.
Dzisiaj, gdy na szczęście
odchodzimy już powoli w kraju od szkodliwych narodowo teorii neomaltuzjańskich,
gdy coraz więcej głosów wraz z kościołem domaga się uznania za istotę ludzką
poczętego życia i z nadzieją czeka na zmianę przepisów prawnych eliminujących
lekkomyślne jakże często przerywanie ciąży, matce należałaby zapewnić nie tylko
symboliczną, ale i efektywną pomoc materialną. W moim wewnętrznym przekonaniu
pomoc ta powinna nastąpić nawet kosztem mniej hojnego szafowania innymi
świadczeniami socjalnymi. Albo dać spokój tym 200 złotym. Zresztą należałoby się
zastanowić, czy w niektórych wypadkach nie zrezygnować w ogóle z dodatków.
Trzeba zauważyć, że emerytura emeryturze nierówna. Przy wysokiej emeryturze (a
są i takie, i to dobrze) żona nie musi otrzymywać dodatku, i tak przerwie pracę,
by wychować dzieci. Przy niskiej emeryturze dodatek dla żony wychowującej dzieci
jest konieczny, i to spory dodatek. Inaczej "kraść" ona będzie czas domowy na
pracę zarobkową.
Skoro jesteśmy już przy problemie
niewieścim, trzeba podnieść sprawę podstawy wymiaru renty dla kobiet. Trzeba jak
najszybciej uwzględnić przy wymiarze renty również czas wychowywania dzieci,
który opóźnił przystąpienie matki do pracy zawodowej. Jeżeli wychowywała ona
dzieci i przystąpiła do pracy po okresie kilkuletnim, nie będzie miała prawa do
emerytury. Dlaczego? Czy wychowując dzieci nie pracowała? Pracowała. Wszyscy
zdajemy sobie z tego sprawę. Trzeba to jednak ująć w przepisach prawnych.
Należałaby również uwzględnić większe niż dotąd przerwy, jako liczące się do
emerytury, większe niż 3-letnie. Niejednokrotnie może 5-, 6-, 10-letnie.
Wysoka Izbo! Już ostatnia sprawa
związana nie tyle z ustawą, co z całą polityką socjalną doby pogrudniowej, z
której z pewnością możemy być dumni. Idzie mi o powszechność zupełną naszych
świadczeń socjalnych. Powszechność, która nawet wzięta pod światło, pod szkło
powiększające, nie wykaże rysy. Taką powszechność osiągniemy, gdy uda nam się
zapewnić również duchowieństwu korzystanie z ogólnej pomocy lekarskiej na tych
samych zasadach co pozostali obywatele. Duchowni, siostry zakonne - to chyba
jedna z ostatnich grup nie objętych jeszcze przez powszechną służbę zdrowia. Czy
muszą oni pozostać poza tą służbą zdrowia? Jakiż to kąsek smakowity, taka
rzeczywistość, gdyby pozostała w przyszłości, dla tych, którzy pragnęliby ją
tendencyjnie interpretować.
Należałoby też włączyć
duchowieństwo do powszechnego systemu ubezpieczeń emerytalnych. W szczególności
idzie o osoby duchowne zatrudnione w instytucjach duchownych. Instytucje zaś
duchowne, ubezpieczające te osoby, powinny opłacać stawki ubezpieczeniowe te
same, co i inne instytucje społeczne. To są również instytucje społeczne,
również prowadzące społeczną działalność. Dochodzą nas wieści, że są prowadzone
negocjacje na ten temat. Wraz z kolegami posłami z naszego Koła "Znak"
cieszylibyśmy się bardzo, gdyby owocnie zostały sfinalizowane. Oczywiście,
uczynić to wszystko można, przyznać wspomniane świadczenia dla duchowieństwa,
tylko w ścisłym kontakcie, w ścisłej zgodności z władzami duchownymi, z
hierarchią kościelną, a nie jakimiś bocznymi torami poprzez organizacje, których
cele główne są inne niż ta problematyka.
Z tego samego pnia narodowego
jesteśmy ciosani i kapłani, i my, świeccy Polacy. O zasługach duchowieństwa i
kościoła polskiego dla narodu wczoraj i dziś nie będę mówił, byłoby to truizmem,
to jest ewidentne. Nie powinno więc duchowieństwo pozostawać poza obrębem
naszych socjalnych osiągnięć w Polsce Ludowej. Szerokie „pole dla owocnego
współdziałania kościoła z państwem w realizacji ważnych celów narodowych" - o
czym mówił w dniu 3 września ubiegłego roku Edward Gierek - może stawać się
jeszcze szersze.
Wysoki Sejmie! Poruszyłem problemów
szereg. Zdaję sobie sprawę, że niektóre z nich załatwi dopiero przyszła
kodyfikacja prawa o ubezpieczeniach, która przypuszczalnie powinna uwieńczyć
naszą śmiałą politykę socjalną. Przekonany jestem jednak, że dużo zdziałać mogą
wyważone należycie przepisy wykonawcze do uchwalonej przez nas ustawy, wydane
przez Rząd czy też odpowiednie jego resorty. Niemało też zależy zawsze jak wiemy
od właściwej interpretacji. Przychodzi mi w tej chwili na myśl wydarzenie z
przeszłości, dotyczące spraw dawnych. W swoim Liceum Krzemienieckim Tadeusz
Czacki zaznajamiał kiedyś Hugona Kołłątaja z organizacją uczelni. Wskazał
statut. Natomiast ks. Hugo ciągle był z tego statutu niezadowolony: za mały, nie
porusza wszystkich spraw. A gdzie gracje, gracjaliści? Tak kiedyś nazywano
emerytów. Tadeusz Czacki upierał się, że wszystko w statucie jest.
Zniecierpliwiony ks. Hugo wołał: Tadeuszu, proszę mi w takim razie powiedzieć,
gdzie to wszystko jest, gdzie ci gracjaliści? Są, czytaj ostatni wyraz, jak
brzmi: "itd." To owo właśnie "itd." wiele - wydaje mi się - może znaczyć przy
interpretacji naszych aktów prawnych.
Czymże zakończyć można to wszystko,
co wyżej zostało powiedziane? Chyba rekapitulacją. Stwierdzeniem, iż należytą
uchwalamy ustawę emerytalną. W niejednym nadrabia ona ponad półwiekowe
opóźnienia. Pewne mankamenty dadzą się załatwić w drodze wykonawczej lub
chociażby poprzez wspomniane wyżej „itd." Tadeusza Czackiego. W przyszłości -
przez kodyfikację.
W imieniu Koła Poselskiego "Znak"
wnoszę więc o uchwalenie przedłożonego Sejmowi projektu ustawy o dalszym
zwiększeniu emerytur i rent, a także o zaakceptowanie polityki socjalnej
przedstawionej w expose Prezesa Rady Ministrów. (Oklaski)
< powrót do: przemówienia sejmowe